Wojna stuletnia była w rzeczywistości serią wojen. Zazwyczaj dzieli się je na trzy odrębne okresy: edwardiański (1337–1360), karoliński (1369–1380) i lancasterski (1415–1453). My skupimy się na jej ostatnim etapie, a konkretnie na ostatnich dwóch bitwach. Jednak najpierw kilka slow wprowadzenia. Artyleria pojawiła się po raz pierwszy na europejskich polach bitew w pierwszej fazie wojny stuletniej. Uzupełniając i ostatecznie zastępując swoich wcześniejszych kuzynów, takich jak trebusz i katapulta oraz z czasem długi łuk angielski.

Wprowadzone do armii angielskiej przez Edwarda III, ich debiut miał miejsce prawdopodobnie podczas oblężenia Berwick w 1333 r., kiedy to małe działa artyleryjskie uzupełniały trebusz w niszczeniu murów oblężonego zamku. To właśnie w 1346 r., kiedy Edward po raz pierwszy zapuścił się do Francji, artyleria zadebiutowała na kontynencie.

Istnieją dowody na użycie małej wielolufowej broni zwanej ribauldequin w bitwie pod Crécy. Nazywana również „działem organowym”, składała się z około 12 luf w konfiguracji wachlarzowej lub ustawionych równolegle, czasami umieszczonych na małym wózku i strzelających małymi pociskami kulowymi. Pięć broni w Crécy zdołało jednak wystrzelić łącznie tylko trzy salwy.

Ostrzał oblężonego miasta z bombard

Choć podczas oblężenia Calais używano większych dział, jest oczywiste, że broń prochowa, jakkolwiek nowatorska i budząca strach, została przyćmiona przez angielski łuk długi. Dopiero w ostatnich latach konfliktu artyleria zaczęła odgrywać znaczącą rolę w starciu armii na polu bitwy – ale nie w sposób, na jaki liczyli Anglicy.

W przypadku Anglii ciągłe wojny na kontynencie wymagały wyższych podatków, co prowadziło do niezadowolenia społeczeństwa. Do 1450 r. sytuacja wewnętrzna w Anglii stała się dość opłakana, ponieważ opodatkowanie i korupcja wywołały bunty chłopów, a terytorium zostało utracone w wyniku serii niepowodzeń militarnych we Francji. Henryk VI, rozproszony przez kryzysy wewnętrzne, delegował operacje we Francji księciu Somerset, który poradził sobie tak źle, że angielskie posiadłości na kontynencie wkrótce zostały zredukowane do niewiele więcej niż Calais na wybrzeżu kanału La Manche.

Bitwa pod Formigny

Henry wysłał do Cherbourga oddział rezerwowy liczący około 3000 ludzi pod dowództwem Sir Thomasa Kyrella. Łącząc swoje wojska z wojskami Somerset, siły Kyrella liczyły około 1200 ludzi uzbrojonych i 3000 łuczników.

Przeciwko Anglikom stanęła francuska armia licząca prawdopodobnie 3000 ludzi pod dowództwem hrabiego de Clermont, zlokalizowana 30 mil na południe w mieście Carentan. Dalej na południe, w Coutances, stacjonowała dodatkowa armia licząca 2000 rycerzy i ludzi broni pod dowództwem konstabla Richemont.

Początkowym celem Kyrella było rzucenie się na wschód, aby odciążyć garnizon w mieście Bayeux, obleganym przez siły francuskie. Gdy jego siły podążały wzdłuż wybrzeża na wschód, z łatwością odparły niewielki atak z Carentan. Clermont, obawiając się, że nie ma wystarczających sił, aby poradzić sobie z zagrożeniem, wysłał wiadomość do Richemonta z prośbą o pomoc. 15 kwietnia 1450 r. Clermont jednak zbliżył się do Anglików, którzy obozowali w Formigny.

Zaalarmowany o nadchodzącym wrogu, Kyriell przygotował się do bitwy, ustawiając swoje siły w dwóch dużych „bitwach” okrakiem na głównej drodze z Carentan. Wszyscy byli spieszeni, a rycerze i ludzie w zbroi nieśli skrócone włócznie, miecze, topory i buławy. Na każdej flance i między dwoma szeregami piechoty znajdowały się oddziały łuczników.

Chociaż nie było czasu na zbudowanie zwykłych środków obronnych – rowów i żywopłotów z zaostrzonych pali – Anglicy przewyższali liczebnie siły atakujące (jeszcze nie wzmocnione przez Richemonta) i byli pewni zwycięstwa. Francuzi zatrzymali się daleko poza zasięgiem skutecznego łuku i ocenili sytuację.Początkowo rozpoczęli atak piechoty na obrońców, ale zostali łatwo odparci. Dwa kolejne ataki francuskiej kawalerii na flanki angielskiej linii również zostały odparte. Ale gdy kawaleria się wycofała, hrabia de Clermont postanowił zagrać swoją kartą asa.

Oprócz regularnych sił przywiózł ze sobą dwa małe działa – kolubryny ładowane odtylcowo – i za ich pomocą zadał potężny cios angielskim łucznikom na obu skrzydłach.Rezultaty były druzgocące. Tak bardzo, że łucznicy oderwali się od swoich formacji i rzucili się na działa, mordując swoje załogi. Gdy Anglicy ciągnęli zdobyte działa z powrotem na swoje linie, Francuzi wycofali się o kilkaset jardów.Ale walka się nie skończyła. Zmierzając z południa, konstabl de Richemont usłyszał odgłosy dział w akcji i zabierając ze sobą 1200 konnych, w prawdziwie kawaleryjskim stylu, „pojechał w kierunku odgłosu dział”. Wieczorem siły Richemonta przybyły na pole bitwy. Kyriell rozpoznał zagrożenie i uformował swoje siły w kształt litery L, aby przyjąć wroga, ale musiał przerzedzić linię, aby dokonać zmiany. Tak więc, gdy Clermont i Richemont rozpoczęli skoordynowany dwutorowy atak, broniące się siły szybko się poddały, a następnie całkowicie rozpadły.

Doszło do ogromnej rzezi – w walce zginęło lub zostało rannych ponad 2500 Anglików, a około 900 zostało wziętych do niewoli.

Choć odegrały one tylko niewielką rolę w bitwie, kolubryny mogły odegrać kluczową rolę najpierw w zburzeniu angielskiej linii, a następnie w pobudzeniu Richemonta do ataku na Clermont. Do tej bitwy artyleria była ograniczona do statycznych starć, głównie w obleganiu miast i miasteczek otoczonych murami, ale w przypadku Formigny działa, choć odgrywały niewielką rolę, pojawiły się na polu bitwy.

Formigny potwierdził redukcję angielskich posiadłości na kontynencie do enklawy Calais. Dla Henryka VI oznaczało to poważne zmniejszenie autorytetu, a dla wielu mieszkańców utraconych terytoriów, którzy przez prawie 300 lat byli pod rządami Plantagenetów, niewygodną sytuację. W desperacji grupa wybitnych obywateli Bordeaux błagała Henryka o przywrócenie angielskiej suwerenności w regionie.

We wrześniu 1452 roku król angielski był gotowy do działania, wysyłając 65-letniego lorda Johna Talbota, hrabiego Shrewsbury, wraz z 3000 ludzi. Talbot, zawodowy żołnierz od wczesnej młodości, był zaciekłym i bezwzględnym wojownikiem. Najpierw przez lata prowadził kampanię w Irlandii, a następnie spędził dziesięciolecia walcząc we Francji, gdzie jego agresywne działania przyniosły mu tytuły „Postrachu Francuzów” i „Angielskiego Achillesa”. Talbot miał ciężko wywalczoną reputację śmiałka i zuchwałego występu i był oczywistym wyborem na dowódcę nowych sił ekspedycyjnych.

Przewidując wysiłki Henryka, by odzyskać utracone terytorium, Karol VII rozmieścił swoje siły wokół Calais, by stawić czoła zagrożeniu. Jednak siły Talbota przedostały się na brzeg w regionie Médoc w Gaskonii, tuż na północny zachód od Bordeaux, prawie 560 mil na południe od Normandii. Napotykając niewielki opór, szybko odbił Bordeaux, a następnie zaczął podporządkowywać sobie inne francuskie garnizony, tak że pod koniec roku większość Gaskonii ponownie znalazła się pod kontrolą Anglików.

Zaskoczony Karol VII spędził zimę na zbieraniu i przygotowywaniu nowych sił do przeciwstawienia się kampanii Talbota. Wiosną 1453 r. był gotowy do rozpoczęcia trzy etapowej kontrofensywy.

Główną część wojska dowodził hrabia de Clermont, jednym skrzydłem – złożonym głównie z konnych lansjerów – dowodził hrabia Penthièvre, a drugim – Jean Bureau. Bureau był doskonałym wyborem. Widząc, jak skutecznie Anglicy wykorzystali swoje armaty, Karol VII nie zaniedbał własnej artylerii. Król Francji nakazał wyprodukowanie dużej liczby dział do walki z Anglikami i mianował Bureau’a głównym artylerzystą francuskiej artylerii królewskiej.

Jean Bureau był „perfekcjonistą o metodycznym, matematycznym umyśle”. Prawdziwy ojciec francuskiej artylerii, był dalej opisywany jako „pomysłowy technik, który wiedział, jak najlepiej wykorzystać swoją prymitywną broń”. Wyciągnął też wnioski ze swoich błędów. Mając dowództwo nad dwoma kolubrynami, które zostały użyte z wielkim skutkiem pod Formigny, ale zostały zdobyte przez Anglików, postanowił, że odtąd jego działa będą miały lepsze wsparcie. Dlatego jego kolumna 300 dział była wspierana przez siły liczące prawie 7000 ludzi.

Kiedy siły Clermonta ruszyły w drogę, Talbot – zaniepokojony rosnącym zagrożeniem – otrzymał posiłki z Anglii: dodatkowe 3000 ludzi pod dowództwem swojego syna Johna, wicehrabiego Lisle’a.

Obserwując rozwój sytuacji ze swojej kwatery głównej w Bordeaux, Talbot planował wciągnąć do walki jedno lub oba skrzydła pomocnicze armii francuskiej i stopniowo je niszczyć, zanim zaatakuje główne siły Clermonta.

Ale Francuzi nie chcieli współpracować i odrzucili zaproszenie Talbota do spotkania się z nim w otwartej walce. Dopiero gdy siły Bureau dotarły do ​​Castillon, miasta kontrolowanego przez Anglików 30 mil na wschód od Bordeaux, i przygotowały się do jego oblężenia, Talbot dostrzegł okazję do odizolowania przynajmniej jednego skrzydła sił Clermont.

Bitwa pod Castillon

Skrzydło Bureau’a dotarło do Castillon 13 lipca 1453 r. Zamiast zająć pozycje na zachód od miasta, gdzie mógłby zostać wciśnięty między angielskich obrońców a kolumnę odsieczy wyruszającą z Bordeaux, francuski dowódca utworzył park artyleryjski na wschód od miasta.

Nie tracąc czasu, Bureau szybko zabrał się do pracy, budując ufortyfikowaną pozycję wzdłuż brzegów rzeki Lidoire. Obóz o długości 700 jardów i szerokości 200 jardów obejmował 30-akrowe wnętrze otoczone głębokim rowem i drewnianą palisadą z bramą otwierającą się naprzeciwko rzeki Dordogne.

Bureau rozmieścił w obrębie tej fortyfikacji około 6000 swoich żołnierzy, a także ustawił artylerię obok siebie, a mniejsze działa zamontował na murze.

W międzyczasie oddelegował 1000 ludzi – głównie łuczników – aby zajęli pozycje w pobliskim klasztorze St. Laurent, pełniąc funkcję sił osłonowych dla dział.

W Bordeaux Talbot był pod presją ojców miasta, którzy nalegali, aby wystąpił przeciwko siłom Bureau. Pobudzony do działania Talbot zebrał siły liczące około 8000 ludzi, połączoną armię angielsko-gaskońską dowodzoną przez awangardę złożoną z 500 ludzi w zbroi i 800 konnych łuczników, i ruszył w kierunku Castillon.

Upał, wilgoć i wirujące tumany kurzu z kiepskiej drogi stanowiły duże obciążenie dla sił, a w szczególności dla przeciążonej piechoty.

Ekspedycja dotarła na przedmieścia Castillon rankiem 17 lipca, gdzie zaskoczyła siły osłonowe w klasztorze, zadała liczne straty i zmusiła większość do rozproszenia się. Niedługo potem Talbot został poinformowany o wznoszącej się chmurze kurzu zza miasta i założył, że siły francuskie uciekają. Był zachwycony i ruszył naprzód ze swoją strażą przednią, mając nadzieję, że uderzy w odwrót Francuzów z flanki.

Niestety dla Anglików, chmura pyłu została w rzeczywistości wywołana przez ruch koni obozu francuskiego, które zostały przestawione, aby zrobić miejsce dla łuczników, którzy uciekli z klasztoru. Ponownie skonsolidowane siły bojowe pozostały bezpieczne na swoich pozycjach.

Bitwa po Castillion

Talbot, z typową dla siebie agresją, nakazał atak na Francuzów. Sir Thomas Everingham próbował go odwieść, ale bezskutecznie. Talbot najwyraźniej wcześniej przewidział w planach silny atak, który miał zmusić Francuzów do opuszczenia wału. Dlatego skierował dwutorowy atak na fortyfikacje ze wschodu i zachodu. Okazało się to jednak kompletną katastrofą. 300 dział francuskich otworzyło ogień do atakujących, tworząc wir śrutu ołowianego i żelaznego oraz kłęby dymu. Znajdując tymczasowe schronienie w rowie obrońców, Anglicy ponownie rzucili się do przodu wzdłuż palisady, walcząc rozpaczliwie, tylko po to, by zostać rażonymi kulami armat i strzał. Everingham sam został powalony kulą, gdy próbował przebić się przez barykadę.

Gdy kolejne fale atakujących rzucały się na palisadę, działa nadal siały śmierć. Jak wspominał jeden z francuskich obrońców, „Artyleria wyrządziła Anglikom poważne szkody, gdyż każdy strzał powalał pięciu lub sześciu ludzi, zabijając ich”.

Niezrażony, uparty i wściekły Talbot nalegał na rzucenie swoich poobijanych sił przeciwko francuskim działom. Rzeź trwała nadal, aż do ponad godziny później, kiedy duży oddział francuskich lansjerów wyłonił się z pobliskiego zalesionego obszaru i uderzył w angielską flankę. Atak ustał, gdy angielskie siły odwróciły się i uciekły, próbując przekroczyć rzekę Dordogne. Wówczas francuscy obrońcy wyskoczyli poza obręb swej palisady i rzucili się w wir walki, zabijając wicehrabiego Lisle’a i likwidując każdego Anglika, którego uznano za niewartego okupu. Talbot pozostał na koniu, próbując pokierować odwrotem, aż kula armatnia zabiła jego konia. Uwięzionego na ziemi, dobił francuski łucznik roztrzaskując mu mózg toporem.

Śmierć Talbota

Używana wcześniej jako broń oblężnicza przeciwko utwardzonym fortyfikacjom i tylko oszczędnie na otwartym polu bitwy, artyleria została teraz użyta po raz pierwszy w roli głównie przeciwpiechotnej i z niszczycielskim skutkiem. Kiedy walki się skończyły, ponad 4000 Anglików i Gaskonów zostało zabitych lub schwytanych, podczas gdy Francuzi stracili zaledwie 100 zabitych.

Ocalałe siły angielskie uciekły do ​​Bayeux, ale w październiku tego roku również ono zostało utracone na rzecz Francuzów. Wojna stuletnia dobiegła końca.

„Ostateczny argument królów”

Broń palna około 1450 roku

Choć łuk długi i pełna zbroja nadal były widoczne na europejskich polach bitew przez kolejne stulecie, ich użyteczność szybko malała pod naporem nowej broni: artylerii.

Zaczęło się od stosunkowo małych dział – ręczne bombardy strzelające kamieniami o odpowiednich kształtach i dużymi strzałami oraz ribauldequin – organek widziany w Crécy. Ale szybko ewoluowało w kierunku bardziej solidnych dział oblężniczych, używanych przeciwko miastom Calais, Falaise i Rouen, z ich dużymi żelaznymi kulami niszczącymi fortyfikacje. I w końcu rozwinęło się w stosunkowo łatwo transportowane kolubryny i artylerię polową.

Zdolność tej broni do wpływania na walkę zostałaby rozpoznana i dalej rozwinięta przez dalekowzrocznych i technicznie biegłych ludzi, takich jak Jean Bureau. W ciągu kolejnych stuleci technologia ta tylko by się poprawiła, całkowicie przekształcając pole bitwy i prowadzenie wojny.

W Castillon na polu bitwy pojawiła się artyleria, a jej wpływ był tak duży, że motto Ultimo Ratio Regum później znalazło się na lufach dużych dział na rozkaz francuskiego króla Ludwika XIV. Frazę tę można przetłumaczyć jako „Ostateczny argument królów”.