
Historia brudu to także historia czystości to również dzieje stosunku człowieka do własnego ciała.
Od końca XIX w. standardy higieniczne miały bardzo szybko się zmieniać. Rozwój przemysłu spowodował pojawienie się pierwszych dezodorantów dostępnych dla wszystkich, pojawiły się tampony, płyny do higieny intymnej, płukanki do ust, wybielacze zębów, tam wszedł w życie zwyczaj usuwania włosów spod pach, z nosów, nóg i pachwin. Ale wcześniej podejście do higieny i czystości nie było takie jednoznaczne.
Zacznijmy do początku.
Nie wiadomo, jak często mył się człowiek pierwotny. Męczyły go wszy i inne pasożyty, które razem z nim wywędrowały z Afryki, by zdobywać świat (wskazują na to badania DNA), ale można założyć, że w ciepłe dni z przyjemnością pluskał się w rzekach i jeziorach. Trochę więcej wiemy o cywilizacjach, które pozostawiły po sobie teksty i ślady materialne. Istnienie kanalizacji i łaźni w hinduskim protomieście Mochendżo-Daro (z połowy III tys. p.n.e.) świadczy o dużym znaczeniu higieny. Rytualne mycie było obowiązkowe w wielu religiach, gdyż brud obrażał boga. Puryfikacji poddawali się kapłani egipscy, żydzi, muzułmanie. Żydzi cali zanurzali się w wodzie, kapłani egipscy depilowali ciało. Zwykli Egipcjanie myli się w domach, podobnie jak wysportowani Grecy, którzy w ramach higieny nacierali ciała oliwą, by potem ją zeskrobać. Chociaż myto się regularnie (często motywem dekoracyjnym ceramiki greckiej jest kąpiąca się kurtyzana), to raczej robiono to w zaciszu domowym, jak Odys w „Odysei”. Dopiero Rzymianie wynieśli kąpiel na piedestał i zrobili z niej towarzyską atrakcję, propagując w całym Imperium kult czystości.
wody i łaźnie stały się symbolem Rzymu. Pierwsze termy wyposażone w hypokaustum – system ogrzewania gorącym powietrzem, pojawił się już w III w. p.n.e. w południowej Italii, jednak prawdziwe pałace kąpielowe zaczęli stawiać cesarze. W ogromnych salach, do których każdy miał codziennie dostęp (za darmo lub niewielką opłatą), można było nie tylko wypocić się, wykąpać w ciepłej i zimnej wodzie, poćwiczyć, poczytać, porozmawiać, ale skorzystać z usług masażysty lub prostytutki. Dla pozbawionych
w domach wody biedaków wizyta w cesarskiej łaźni była luksusem. Co prawda decyzja o koedukacyjnej kąpieli była indywidualna, ale poeta rzymski Marcjalis (I w. n.e.) narzekał, gdy kobieta wchodziła do basenu w ubraniu. Wśród nagich ciał w łaźni przestawała mieć znaczenie pozycja społeczna, zachwycało piękne ciało niewolnika, a opasły brzuch bogacza był powodem do drwin. Kulturalny mieszkaniec Imperium robił wszystko, by być czystym. Z pewnością Konstantyn Wielki wprowadzając chrześcijaństwo jako religię państwową nie pomyślał, że rozpropaguje ona kult brudu.
Wieki średnie, czystość głównie duchowa.
W ewangelii św. Łukasza Jezus wielokrotnie zarzuca faryzeuszom zbytnie dbanie o czystość zewnętrzną, a zaniedbywanie czystości duszy. Chrześcijanie ignorowali ciało, skupiając się na wnętrzu. Biskupi chrześcijańscy kąpiel zaczęli kojarzyć z pogańskim hedonizmem i grzechem, dlatego zalecali, by wizyty w łaźniach były szybkie i skupione na aspekcie higienicznym. Zmasowana krytyka kąpieli zaczęła się w III w. wraz z pojawieniem się ascetycznych pustelników. Żyjący na przełomie IV i V w. św. Hieronim twierdził, że ten, kogo chrzest oczyścił, nie musi się kąpać po raz drugi. Poza chrztem i rytualnym zamaczaniem palców w święconej wodzie przy wejściu do kościoła, jedynym kontaktem człowieka z wodą było mycie zwłok
przed złożeniem do grobu.
Skrajni asceci mieszkający w eremach nie myli się nigdy. Odmawianie sobie kąpieli stanowiło formę pokuty, dlatego spowijający ich fetor dowodził czystości ich duszy. Brud hołubił św. Franciszek, nigdy nie umyła się św. Agnieszka, a św. Olimpia wchodziła do balii tylko wtedy, gdy zmusiła ją do tego choroba. Jednak jak okazuje się przy obecnych badaniach w większości klasztorów znajdowały się łaźnie i myto się dosyć często. Zwykli ludzie chodzili jednak nadal do łaźni, które w Europie Zachodniej funkcjonowały przez cały okres Średniowiecza. Rycerz musiał się oczyścić, wykąpać przed pasowaniem na rycerza, ksiądz musiał umyć ręce przed odprawieniem mszy, [tak jak] chirurg musiał umyć ręce przed operacją. Chirurdzy myli ręce, aby oddać cześć Bogu, ponieważ pracowali w Jego imieniu. W domach myto się także często, gorzej natomiast to wyglądało tuż za drzwiami. Brak odprowadzania ścieków i bieżącej wody powodował wszechobecny brud i nieprzyjemny zapach, szczególnie w zatłoczonych miastach.I tu wracamy do św. Bernard, który twierdził – tam, gdzie wszyscy śmierdzą, nie czuć nikogo. Nasz nos ma zdolności adaptacyjne i przyzwyczaja się do najgorszych smrodów, co w „Pachnidle” świetnie opisał Patrick Suskind. Ale nawet jeśli standardy higieniczne odbiegały od współczesnych, nie bano się wody. Gdy ascetyczne uwielbienie brudu ok. XI w. straciło na popularności, umywalnie pojawiły się w klasztorach, a w miastach zachodniej Europy otwarto publiczne łaźnie wzorowane na hamamach (w Niemczech działały już wcześniej, w Rosji zaś znano banie). Oczywiście daleko im było do rozbuchanego przepychu term rzymskich, mimo to skromne, wyposażone w drewniane balie łaźnie średniowieczne stały się miejscem kąpieli oraz zmysłowych przyjemności. W 1292 r. w liczącym 70 tys. mieszkańców Paryżu działało 26 łaźni. Większość z nich było zamtuzami, ale to domy kąpielowe w Szwajcarii i Niemczech słynęły z nonszalancji w przestrzeganiu skromności, gdyż kobiety i mężczyźni kąpali się razem.
W domach również się myto, o czym wspomina chociażby „Księga dobrych manier” Johna Russela z 1430 r. (przez kilka wieków był to podręczniki savoir- vivre’u dyktować będą standardy higieniczne). Czystość, przez którą rozumiano przede wszystkim mycie rąk, stała się wówczas wyznacznikiem dobrego wychowania. Prawie każdy posiadał środki higieniczne. Wśród arystokracji akcesoria te były liczne: „grzebienie, pęsety, [a nawet] małe szczoteczki do czyszczenia zębów i paznokci”. Na wsi zazwyczaj potrzebne były tylko grzebienie i przybory toaletowe. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety uważali „piękno i zdrowie włosów za absolutnie niezbędne, […] zwłaszcza dla atrakcyjności partnera”. Włosy myto zatem raz w tygodniu. „Aby się umyć, chłopi nie kupowali mydła w kostkach, w przeciwieństwie do szlachty, lecz zbierali mydlnicę z brzegów rzek” – dodaje badaczka Danièle Alexandre-Bidon.
Francuski poemat „Powieść o Róży” czy „Dekameron” Boccaccia dowodzą, że brudne paznokcie, cuchnący oddech, dłubanie w nosie nie zachęcały dworskich kochanków do zbliżeń i umizgów. Ale kres radosnym kąpielom zadał nie Kościół, tylko dżuma, która w XIV i XV w. uśmierciła jedną trzecią mieszkańców Europy. W 1348 r. król Filip IV kazał paryskim uczonym zbadać przyczyny zarazy. Według nich jednym z najbardziej negatywnych czynników były gorące kąpiele – rozpulchniona skóra i otwarte pory łatwiej wchłaniały szkodliwe miazmaty. Stopniowo zaczęto zamykać łaźnie (przez co czarna śmierć zbierała jeszcze większe żniwo, gdyż pleniły się przenoszące ją pchły), a woda, zwłaszcza ciepła, stała się głównym wrogiem. W 1538 r. Erazm z Rotterdamu napisał z żalem, że „dżuma nauczyła nas obchodzić się bez łaźni„, był to początek najbrudniejszego w dziejach Europy okresu.
Odwrócenie się od wody
Od połowy XVI do połowy XVIII w. tryskająca z fontann w ogrodach rezydencji europejskich woda nie miała żadnego kontaktu ze skórą przechadzających się parkowymi alejkami ludzi. Wierzono, że warstwa brudu zapewnia zdrowie, chroniąc przed morowym powietrzem. Lekarze straszyli, że kąpiel może prowadzić do przeziębień, zapalenia płuc, a w konsekwencji do śmierci. W 1655 r. lekarz Teofrast Renaudot pisał – „wypełnia głowę waporami, jest wrogiem nerwów i wiązadeł, ten kto nigdy nie cierpiał na lumbago, pozna je po kąpieli”. Lęk przed wodą był tak wielki, że myto tylko te części ciała, które było widać – twarz i dłonie, resztę brudnego ciała skrzętnie ukrywano. W 1582 r. Jean Liebault w swym podręczniku o upiększaniu wśród zabiegów higienicznych wymienia jedynie płukanie ust i przecieranie twarzy ściereczką.
Do podstawowych wymogów ówczesnej higieny należała sucha toaleta polegająca na zmianie bielizny i tzw myciu się na sucho, gdzie przecierano brudne miejsca czystą szmatką, suchą lub delikatnie wilgotną nasączoną rożnymi zapachami . Brak wody w domach był zasadą, a główną bolączką gospodyni była czysta pościel i koszula. Podróżujący po krajach muzułmańskich Europejczycy nie mogli nadziwić się potrzebie częstego mycia całego ciała tubylców, co tłumaczono sobie ich religią, dietą oraz klimatem. Arystokracja w owym czasie lepiła się z brudu tak samo jak chłopi. Henryk IV cuchnął nieznośnie, podobnie jak jego syn Ludwik XIII. Obficie pocił się również, uwielbiający wysiłek fizyczny, Ludwik XIV. Jedynym sposobem na oczyszczenie ciała władcy były częste zmiany koszuli i płukanie ust winem. Ponieważ Królowi Słońce zdarzało się dziennie przebierać nawet trzy razy, uchodził za pedanta, jak pisano żartobliwie, mył się w winie tylko dwa razy w życiu, pierwszy raz po urodzeniu i drugi na łożu śmierci. O skali brudu niech świadczy to, że w całym Wersalu były tylko dwie toalety. Ludwik XIV po wybudowaniu i umalowaniu pokoi w Wersalu nie była w stanie tam mieszkać i aby poczuć się swobodniej wprowadził się dopiero po dwóch tygodniach, czekając aby mieszkający już tam dwór nadał mu „swojskiego zapachu”. Śnieżnobiała koszula stała się symbolem czystości i świeżości, dlatego coraz bardziej wystawała spod ubrań. W malarstwie sceny kąpieli zastąpiły sznury wiszącej bielizny (zwłaszcza u Holendrów). W rzeczywistości strach przed wodą nie wszędzie był taki sam – podczas gdy w Hiszpanii, w której kąpiele kojarzyły się z Maurami i Żydami, brud był rodzajem chrześcijańskiego manifestu, w Niemczech łaźnie działały nadal – zamykano je tylko na czas zarazy. Polski kołtun, dokuczające szlachcie wszy i pchły nie były wówczas niczym wyjątkowym.
Higieniczny buduar
W XVIII w. powodzeniem zaczęły cieszyć się kuracje u wód. Pojawiła się moda na kąpiele w morzach, picie wody mineralnej oraz pobyty w kurortach Anglii (np. Bath), Francji czy na Śląsku, gdzie hydroterapię promował Vincenz Priessnitz (od jego nazwiska pochodzi nazwa prysznic). To właśnie uzdrowiska przyczyniły się do tego, że woda wróciła do łask, szczególnie zimna. Lodowate kąpiele, mające funkcje higieniczne i wychowawcze, polecane były przez angielskich lekarzy od połowy XVIII w. John Wesley, twórca Kościoła metodystycznego, twierdził, że mycie w zimnej wodzie było najlepszym sposobem na wychowanie bogobojnych obywateli.
Także do Francji dotarł odświeżający wiatr zmian. Ludwik XV kąpał się w specjalnym apartamencie kąpielowym, jego kochanka Madame de Pompadour w pałacyku Bellevue miała zaś specjalny buduar z ubikacją i bidetem. Po latach beztroskiego załatwiania potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie, we Francji pojawiły się toalety. Rewolucja francuska przyczyniła się do zmiany typowego dla ancien regime’u zapachu przypudrowanego potu na dyskretny zapach mydła. Ale nawet jeśli w dziewiętnastowiecznym Paryżu w 1830 r. działało 78 domów łaziebnych, a wśród arystokratek francuskich ogromną popularnością cieszył się bidet, za większych czyściochów uchodzili Anglosasi. Według Byrona moda na higienę pojawiła się dzięki Napoleonowi (uwielbiał wielogodzinne ablucje) oraz fanatycznemu pedantowi angielskiemu, słynnemu dandysowi George’owi Brummellowi, który zaraził swą obsesją całą londyńską śmietankę towarzyską. Czystość powoli zaczęła być uważana za wyznacznik dobrego urodzenia, bieda zaczynała śmierdzieć.
Orędownikiem higieny był Charles Dickens, który w swoim domu miał jedną z pierwszych łazienek z bieżącą wodą, wanną oraz natryskiem. Pojawiła się nowa teoria mówiąca, że skóra powinna oddychać, a mycie pomaga w zachowaniu zdrowia i urody. Coraz wyraźniej odczuwalna była różnica między stanami – podczas gdy bogaci montowali w domach łazienki, biedota myła się rzadko albo wcale, twierdząc, że częste mycie skraca życie. Brak higieny sprawiał, iż dzielnice robotnicze nawiedzały kolejne epidemie duru, tyfusu i cholery. W połowie XIX w. pobudowano co prawda publiczne łaźnie i pralnie, ale okazało się, że biedota wcale nie ma ochoty na ablucje. Zaczął się czas propagandy higienicznej, w jego wyniku w 1910 r. pojawił się ogólnoeuropejski przepis nakazujący budowę łazienek we wszystkich internatach. Stale rozwijał się system łani miejskich, rozbudowywano kanalizację i doprowadzano bieżącą wodę. Dzisiaj już nie wyobrażamy sobie życia bez prysznica i spłukiwanej toalety.
Katherine Ashenburg „Historia brudu”, Bellona 2009 r.
Georges Vigarello „Czystość i brud: Higiena ciała od średniowiecza do XX wieku”, W.A.B. 1996
