Kusze można nazwać takim karabinem średniowiecza, podobny układ łożą i zbliżona wyglądem kolba, na jej podstawie powstały wzorowała się budowa arkebuza. Najwcześniejsze zapisy, jakie mamy na temat kuszy, pochodzą z 400 p.n.e. z Chin. Wiadomo, że już w 209 r. p.n.e. armia chińska miała 50 tys. kuszników. Starożytne chińskie manuskrypty, takie jak Shih chi napisane około 100 p.n. e., dokumentują szerokie użycie kuszy w IV wieku p.n.e., zwłaszcza w bitwie pod Ma-ling w 341 roku. Z zapisów pochodzących z okresu dynastii Han (206 p.n.e – 25 n.e.) wydaje się, że kusza była w tym czasie główną bronią ofensywną żołnierzy walczących na rozległych granicach Chin. Ze względu na swoją siłę uderzającą dawała Chińczykom przewagę nad koczowniczymi plemionami grożącymi jej nad północną granicą.

Podczas gdy Chińczycy docenili wartość kuszy, Grecy powoli pozbywali się jej, ulepszając ją i eliminując z istnienia. Po raz pierwszy wspomniana w greckiej literaturze pod koniec IV wieku p.n.e. prosta, przenośna broń dla jednego człowieka (zwana gastrofetes, czyli „łuk brzuszny”) została przekształcona w dużą machinę oblężniczą opartą na zasadzie kuszy. Ta powiększona kusza wymagała obsługi przez wielu mężczyzn. Ogromny wzrost rozmiaru i dodatkowa siła robocza potrzebna do jej obsługi sprawiły, że broń ta nie była już użyteczną bronią boczną piechoty. Po tym czasie o kuszy jako broni osobistej nie słyszano na Zachodzie aż do około 950 r. n.e. i tylko wtedy w kontekście narzędzia myśliwskiego.

Średniowieczna kusza, lub „arbalist”, jak ją nazywano w średniowieczu, została wskrzeszona w formie broni ręcznej w X wieku, a jej użycie szybko rozprzestrzeniło się w całej Europie. Od 1200 do 1480 roku ewoluowała przez kilka etapów, aby stać się potężną i śmiercionośną bronią. Jej popularność miała wiele wspólnego ze zdolnością jej pocisku, zwanego bełtem, do przebijania zbroi z bliskiej odległości. W związku z tym kusza stała się klasą wyrównującą — człowiek nawet o skromnych środkach mógł sobie na nią pozwolić, była bardzo łatwa do opanowania i w przeciwieństwie do rycerza, który musiał utrzymywać zbroję, konia i czeladź za ogromne pieniądze, właściciel kuszy musiał przynieść na pole walki tylko cięciwy i bełty.

Średniowieczna kusza i jej użytkownik byli lekceważeni przez elitę wojskową epoki, tj. rycerzy konnych. Ale arystokratyczna pogarda nie mogła wymazać faktu, że konny wojownik średniowiecza był narażony na wielkie ryzyko ze strony tej plebejskiej, zazwyczaj piechoty, broni. Gdy klasa szlachecka (tj. rycerze) zdała sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie niosły ze sobą kusze, próbowała zmniejszyć zagrożenie, zakładając cięższą zbroję, zaprojektowaną tak, aby lepiej osłaniała ciało. Rezultatem było, naturalnie, stworzenie cięższych i potężniejszych kusz o jeszcze większej zdolności przebijania pancerza.

Pod koniec XIV wieku wyścig między zwiększoną obroną (zbroją) a silniejszym atakiem (kuszą, a później łukiem długim) doprowadził do impasu. Ogólny postęp w umiejętnościach metalurgicznych przyniósł ulepszenia technologiczne, które pozwoliły na mocniejszą, lżejszą zbroję, ale także na lepsze kusze. Do tego czasu drewniane, rogowe i ścięgniste łuki z poprzedniego stulecia ustąpiły miejsca łukom ze stali hartowanej, które w większości przypadków i na odpowiednich odległościach niwelowały ochronę zapewnianą przez nową zbroję. Ten fakt nie umknął uwadze szlachty.

Jazda kopijnicza, z jednej strony odmawiała otwartego przyznania się do powagi problemu kusz, a z drugiej strony zdawała sobie sprawę, że sama zbroja nie uratuje ich skóry, więc zrobiła to, co wielu szlachetnych chrześcijan, gdy stanęli w obliczu trudnego problemu — zwrócili się o pomoc do Kościoła katolickiego.

Już pod koniec lat 90. XI wieku klasa rządząca Europy Zachodniej zwróciła się do papieża Urbana II z petycją o zakazanie używania kuszy z powodu „jej brutalności w czasie wojny”. Papież przystał na tę prośbę, ale edykt papieski nie wydawał się wówczas ani później przynosić większych efektów; nie przeszkodził też gildiom kupieckim w Londynie, Paryżu, Genui i Pradze w dalszym wytwarzaniu i sprzedaży, po przyzwoitych cenach, tysięcy kusz rocznie. Ponadto fakt, że czołowy żołnierz epoki, Ryszard I z Anglii (Lwie Serce), był ekspertem w posługiwaniu się tą bronią, niewiele pomógł w rozwoju krucjaty przeciwko kuszom.
Zakaz został potwierdzony pod koniec tego samego stulecia przez papieża Innocentego III. Podążając za przykładem Kościoła i powołując się na powody moralne i religijne, Konrad III, książę Szwabii i cesarz rzymski (1138-1152), zakazał używania kuszy w swoich domenach, co w tamtym czasie oznaczało niemal całą Europę Środkową. Ale broń ta była tak popularna w tej części kontynentu, szczególnie w Czechach, że zakaz ten przyspieszył rozprzestrzenianie się jej użycia. Obawiając się zarażenia, angielska arystokracja również zakazała używania kuszy z powodów religijnych, ale dodała nieco pikanterii, nadając zakazowi charakter prawa cywilnego, gdy włączyła go do Wielkiej Karty Swobód z 1215 r.

Nie trzeba dodawać, że średniowieczna kusza przetrwała wszystkie dekrety mające doprowadzić do jej upadku. Wręcz przeciwnie, nadal była najbardziej preferowaną bronią piechoty w Europie, zyskując na popularności skokowo od XIII do połowy XV wieku. Powodem tego stałego wzrostu popularności było to, że urządzenie było niedrogie w produkcji i łatwe do opanowania. Ponadto, na poziomie taktycznym, użycie kusz okazało się mądrym wyborem ze względu na rodzaj wojny prowadzonej w latach 1100-1500.

Od X do początku XV wieku bitwy w Europie toczyły się zazwyczaj pomiędzy małymi grupami konnych rycerzy i ich świtą, wspieranymi przez lokalne oddziały chłopów uzbrojonych we włócznie i łuki. Bitwy były ustalonymi spotkaniami, w których obie strony miały możliwość wyboru terenu, rozmieszczenia sił i albo czekania na atak, rozpoczęcia własnego ataku, albo opuszczenia miejsca zdarzenia, jeśli wydawało się to najbardziej ostrożne. W takich okolicznościach kusza była idealna. Jednostki kuszników były przydzielane do tych części pola bitwy, które uznawano za najbardziej potrzebne. Zasięgi były wstępnie rejestrowane, aby zapewnić celny ogień na odpowiednich dystansach. W takich sytuacjach kusza była równie skuteczna w ataku, jak i w obronie.

Ale na każde starcie w polu w tym okresie przeprowadzano pięć lub więcej oblężeń. Oblężenie uważano za mniej ryzykowne niż otwarta bitwa, a korzyści mogły być niepomiernie większe. Podczas gdy notable wroga mogli zostać pojmani i później wykupieni po starciu wojskowym, zdobycie zamku, miasta lub miasteczka dawało nie tylko łupy i większe perspektywy okupu, ale także nowe ziemie i poddanych pod podatki. W tego typu wojnie kusze były jeszcze bardziej przydatne niż na polu bitwy. Podczas oblężenia zarówno oblegający, jak i oblegany mogli umieścić swoje kusze tam, gdzie wyrządzą największe szkody, a niska szybkostrzelność broni była zminimalizowana, ponieważ tempo oblężenia (w porównaniu z bitwą) było wolne i bardziej kontrolowane przez uczestników. Ponadto moc i użyteczność kuszy znacznie wzrastały, ponieważ atakujący był chroniony przez okopy, frewniane osłony, pawęż lub przez kamienne mury i wieże zamku, które chroniły obrońców.

Kościół, przy silnym wsparciu europejskiej szlachty, próbował ponownie, jeśli nie całkowicie zakazać tej broni, to przynajmniej skierować ją w stronę niechrześcijan. Sobór Laterański II w 1139 r. orzekł, że broń ta nie nadaje się do użytku przez chrześcijan, a ci, którzy użyliby kuszy przeciwko komukolwiek innemu niż niewierni (muzułmanie i heretycy), zostaną objęci karą anatemy.

Kusze były głównie bronią piechoty w okresie średniowiecza, ale równie często  były dobrze wykorzystywane przez żołnierzy konnych. Filip August, król Francji, użył konnych kuszników przeciwko królowi Janowi z Anglii podczas ich wojny na początku XIII wieku. W 1238 roku Fryderyk II, cesarz rzymski, zatrudnił korpus węgierskich najemników, konnych kuszników jako szybko poruszających się tyralierów. Nie tylko bezkarnie nękali wroga w marszu, ale także wielokrotnie przecinali jego linie zaopatrzenia. W 1239 roku papież Grzegorz IX z powodzeniem użył prowansalskich konnych kuszników jako części swojej mobilnej obrony przed najazdami Ligi Lombardzkiej.

Niezależnie od snobistycznej pogardy, jaką rycerze okazywali kusznikom, udział tych ostatnich w bitwie, wspierający wyrafinowanych jeźdźców, był niezbędny. Wystarczą dwa przykłady. Po upadku muzułmańskiej twierdzy Akka w lipcu 1191 r., siły krzyżowców pod wodzą Ryszarda Lwie Serce ruszyły na południe w kierunku Jerozolimy. Ryszard, nieustannie zagrożony przez ciągnącą się za nim armię Saladyna, mimo to pomyślnie zakończył dwumiesięczną wyprawę ze swoją 50-tysięczną armią. Jego ruch zawdzięczał swój sukces nie tylko dobremu planowi, surowej dyscyplinie i ostrzałowi krzyżowców-kuszników rozproszonych po całej jego kolumnie.

Tysiące lat później, gdy król Francji Ludwik IX walczył z siłami islamskimi w bitwie pod Mansurą (8 i 11 lutego 1250 r.), średniowieczna kusza była ponownie decydująca. Ludwik i niewielka grupa byli w złej sytuacji — odizolowani i bez wsparcia po jednej stronie szerokiego kanału w pobliżu obozu muzułmańskiego 50 mil na południe od Kairu — gdy zaatakowały siły muzułmańskie. Ludwik i jego oddział rycerzy mieli zostać wykończeni, gdy przybyła wspierająca piechota. Kusznicy wystrzelili w atakujących tak skoncentrowany i śmiercionośny grad bełtów, że wrogowie uciekli.

Choć niedoceniani i nie doceniani przez szlachtę i rycerzy, kusznicy nadal służyli aż do XVI wieku. Ich upadek nie nastąpił z powodu ciężko zbrojnej jazdy,  ale z powodu zwykłych ludzi takich jak oni, którzy nie nosili zbroi i którzy również uprawiali swój fach pieszo. Byli to puszkarze, strzelający z armat oraz od połowy XIV coraz częściej z ręcznej broni palnej hakownic i piszczeli, a później także arkebuzów. Do czasu kiedy w broni palnej pojawiły się przyrządy celownicze, czyli około połowy XVI wieku, to kusza była precyzyjniejszą bronią. Naciąg ciężkiej kuszy bojowej to około 300 kg (łuk angielski to naciąg od 32 kg do 45 kg), a prędkość początkowa bełtu jest porównywalna do prędkości pocisku z hakownicy. Jednak bełt był cięższy i z czasem zaczął ustępować sile przebicia pociskowi z arkebuzów i muszkietów. Innym rywalem kuszy byli to łucznicy z Anglii, którzy dzięki dużemu zasięgowi broni i dużej sile ognia, którą zademonstrowani w bitwie pod Crécy w 1346 r. , gdzie potrafili skutecznie razić genueńskich kuszników i ciężką jazdą. Tym co pogrzebało los długiego łuku angielskiego była ekonomia. Wyszkolenie łucznika zajmowało wiele lat i było kosztowne, tak samo jak jego opłacenie.

Kusza nie do końca zniknęła z pola bitwy, obecnie są dostępne egzemplarze przeznaczone dla sił specjalnych. Ale to już inna historia.

Kategorie: historia