Taktyka oblężnicza była istotną częścią średniowiecznej sztuki wojenne, szczególnie od XI wieku n.e., kiedy zamki stały się bardziej powszechne w Europie , a oblężenia przewyższyły liczebnie bitwy. Zamki i ufortyfikowane miasta zapewniały ochronę zarówno lokalnej ludności, jak i siłom zbrojnym, a także prezentowały szereg cech obronnych, co z kolei doprowadziło do innowacji w broni, technologii machin oblężniczych i strategiach. Od XII do XV wieku n.e. średniowieczna sztuka wojenna stała się w dużej mierze przypadkiem wygrania oblężenia, wygrania wojny , szczególnie gdy celem były ośrodki administracyjne lub zajmowały pozycje o szczególnym znaczeniu strategicznym.
Obrona Zamku i Miasta
Wczesne zamki we Francji i Brytanii w XI wieku n.e. przyjęły konstrukcję zamku motte i bailey . Polegała ona na umieszczeniu drewnianej wieży na naturalnym lub sztucznym wzgórzu (motte) z towarzyszącym mu dziedzińcem otoczonym murem (bailey) u podstawy, a cała konstrukcja była otoczona rowem lub fosą (która mogła być sucha lub zawierać wodę).
Obecnie podobnym zrekonstruowanym gródkiem stożkowym, bo takie ma określenie w Polsce jest Gródek w Kownatach – Mrówkach, gmina Wilczyn, ma postać stożkowatego kopca o wysokości 7 m, mający dolną średnicę 44 m, a górną 18 m. Dodatkowo otoczono go fosą o szerokości około 2 m, połączoną od północy z jeziorem zapewniającym stały dopływ wody. Został zbadany wykopaliskowo w latach 1971-1972 przez archeologów Łucję i Andrzeja Nowaków z Muzeum Okręgowego w Koninie. W wyniku tych badań na szczycie kopca w części południowo-zachodniej odsłonięto pozostałości pięciobocznej wieży (dł. boku ok. 3 m), o wybrukowanym wnętrzu, która była główną budowlą gródka. Na północ od niej odkryto piwniczkę, która prawdopodobnie znajdowała się pod drugim budynkiem, a na południu pozostałości kuźni. Całość szczytu była otoczona palisadą.

Skansen Archeologiczny Mrówki – widok od jeziora
(Zdjęcie ze strony https://muzeum.com.pl/skansen-archeologiczny-w-mrowkach-kolo-wilczyna/)
Ponieważ zamki te były stopniowo przekształcane w kamienne, co czyniło je znacznie bardziej odpornymi na ogień, lub budowano zupełnie nowe zamki, a idea ich przydatności się rozprzestrzeniała, tak samo ulepszano ich konstrukcje obronne.
Szczególnym słabym punktem każdej obronnej fortyfikacji były główne drzwi wejściowe, ale zostały one zabezpieczone wieżą po obu stronach z dodatkowymi środkami bezpieczeństwa, takimi jak most zwodzony, brona i „otwory mordercze” (otwory nad drzwiami, przez które można było wrzucać pociski i płonącą ciecz). Słynna Brama Królewska zamku Caernarvon w Walii miała dwa mosty zwodzone, sześć bron i pięć drzwi. Brama mogła również otrzymać dodatkową ochronę w postaci barbakanu — krótkiego fragmentu ufortyfikowanego muru zbudowanego przed nią. Bramy miejskie były tak solidnymi konstrukcjami, że wiele z nich nadal stoi w całej Europie od Yorku do Florencji.
Zewnętrzne mury zamku (a czasami nawet mniejszych miast) były chronione fosą (suchą lub mokrą) i gdziekolwiek było to możliwe, budowane na wzniesieniu w terenie. W Niderlandach, gdzie często nie było to możliwe, fosa była bardzo szeroka. Mury były regularnie wyposażane w wieże, aby zapewnić ostrzeliwanie łuczników, a konstrukcja drewnianych płotów, które wystawały ponad szczyt muru, miała ten sam cel. Dalsze zmiany w projekcie obejmowały wysunięcie wież z muru, aby obrońcy mogli strzelać w jego kierunku, gdyby wróg się na niego wspinał. Ostatecznie odkryto, że okrągłe wieże są lepsze od kwadratowych, ponieważ eliminują martwe punkty ostrzału w narożnikach i sprawiają, że są bardziej stabilne i trudniejsze do zdemontowania z podstawy przez saperów lub górników wroga (którzy woleli łatwe narożniki, w które można było machać kilofami). U podstaw murów i wież znajdowała się ochronna warstwa kamienia (tzw. talus), która miała utrudnić wrogowi wspinanie się na nie, utrudniać podkopywanie terenu i sprawiać, że przedmioty zrzucane w dół odbijały się nieprzewidywalnie w szeregi wroga.
Aby zapewnić kolejny pierścień ochrony, do projektów zamków z końca XII wieku n.e. dodano drugi wewnętrzny mur, szczególnie w Brytanii, Francji i Hiszpanii. Dzięki własnej ufortyfikowanej bramie, w efekcie podwoił on trudność zdobycia zamku, a będąc wyższym od zewnętrznego muru, można było strzelać pociskami nad nim lub w jego kierunku, jeśli został naruszony. Nawet jeśli atakujący przedostali się przez dwa zestawy murów, istniała ostatnia reduta, wieża donżonowa – duża wieża z małym wejściem na pierwszym piętrze (tj. nad parterem), która była chroniona przez własną zabudowę. Pod koniec XIV wieku n.e. wieże donżonowe wyszły z mody i zostały w dużej mierze zastąpione większymi wieżami osadzonymi w samych murach, chociaż w Hiszpanii i Niemczech, donżony nadal cieszyły się popularnością wśród architektów zamkowych. Zamek Angers z XIII wieku n.e. we Francji jest dobrym przykładem architekta, który pokładał całą swoją wiarę w okrągłych wieżach w murze obwodowym.
Na koniec, trzeba było zmierzyć się z samymi obrońcami. Zamki i ufortyfikowane miasta kontrolowały lokalną wieś, więc zazwyczaj były stałym domem dla sił rycerzy, którzy mogli być najemnikami, milicją lub służyć lokalnemu lordowi na zasadzie rotacji. Ci ciężko opancerzeni kawalerzyści mogli wyruszyć w dowolnym momencie i zaatakować atakujących, czasami z zaskoczenia, korzystając z dobrze ukrytej furtki, jak miało to miejsce podczas oblężenia Parmy przez Fryderyka II w latach 1247-8 n.e. Rzeczywiście, sama obecność takich sił oznaczała, że najeźdźca nie mógł po prostu ominąć i zignorować zamku lub miasta, ponieważ on i jego linie zaopatrzeniowe ryzykowały, że zostaną zaatakowane przez nich później w swojej kampanii.
Bezpiecznie za murami byli łucznicy i kusznicy, którzy mogli wystrzeliwać pociski przez wąskie otwory okienne. Obrońcy mieli również katapulty, aby rzucać duże głazy w oblegających i uszkadzać ich machiny oblężnicze i własne katapulty. Bizantyjczycy mieli swoją tajną broń, grecki ogień – wysoce łatwopalną ciecz wystrzeliwaną z węża pod ciśnieniem. Chociaż wydaje się, że było to w dużej mierze ograniczone do wojny morskiej, trudno sobie wyobrazić, aby nigdy nie było używane w wojnie lądowej, a Ryszard I zdołał zdobyć formułę i wykorzystać ją z dobrym skutkiem, gdy wrócił z Trzeciej Krucjaty (1189-1192 n.e.). Gdy skończyła się wszelka konwencjonalna broń, obrońcy uciekli się do tego, co mogli rzucić w atakujących, takich jak płonący olej, płonące kłody, kolce i skały.
Atak otwierający
Stając w obliczu wszystkich tych pomysłowych obron, atakujący musieli dokładnie rozważyć, jak najlepiej podejść do oblężenia zamku lub miasta. Najprostszą metodą było okrążenie celu, odcięcie dostaw żywności i posiłków, a następnie czekanie, aż pragnienie i głód zmuszą obrońców do poddania się. Spalenie wszelkich otaczających pól uprawnych i wiosek było również mądrym posunięciem, na wypadek gdyby obrońcy byli w stanie przemycić zapasy. Naturalnie, w przypadku dużego zamku lub miasta, mogło to zająć kilka miesięcy, aby osiągnąć pożądany efekt. Obrońcy prawdopodobnie mieli własne zaopatrzenie w wodę, zaopatrzyli się w żywność i w nagłych wypadkach mogli zawsze uciec się do picia wina, piwa , a nawet krwi końskiej. Zamki takie jak te w Walii zbudowane przez Edwarda I (1272-1307 n.e.) były specjalnie usytuowane nad morzem, aby można było je uzupełniać podczas oblężenia, chyba że atakujący mieli siły morskie, a także armię lądową.
Obrońcy mogli nawet mieć tajne tunele, które umożliwiały pewien ruch ludzi i towarów, aby ominąć oblegających obozujących na zewnątrz. Jeśli całe miasto musiało zostać zaatakowane, okrążenie mogło być niemożliwe ze względu na wielkość sił potrzebnych do całkowitego jego otoczenia. Nie powstrzymało to jednak niektórych ambitnych dowódców, jak na przykład atak na Antiochię podczas pierwszej krucjaty (1095-1099 n.e.), kiedy atakujący zbudowali własne zamki, aby chronić się przed wypadami z miasta. Rzeczywiście, zbudowanie zamku oblężniczego w celu zaatakowania innego zamku nie było rzadką strategią w średniowieczu. Zamek był czasami wznoszony tuż przed bramą, aby zablokować każdy ruch, podczas gdy reszta armii inwazyjnej odchodziła, aby walczyć gdzie indziej. W większości przypadków z pewnością wskazane było zabezpieczenie obozu palisadą i rowem jako minimalnym środkiem ostrożności.
Najlepszym możliwym rezultatem było oczywiście natychmiastowe poddanie się obrońców. Oblężenia były kosztowne, a wojska mogły być na stałym okresie służby (np. 40 dni w armiach angielskich), więc czas był również czynnikiem, który należało wziąć pod uwagę. Ponadto sezon kampanii był zazwyczaj ograniczony do wiosny i lata, a im dłużej atakujący pozostawali zamknięci we własnym obozie, tym bardziej byli podatni na atak sił odsieczy, choroby, a nawet głód z powodu braku zaopatrzenia na wrogim terytorium. Mimo to sama wielkość atakującej armii mogła pomóc osiągnąć szybki wynik, a nawet reputację jej dowódcy, gdyby pojawił się osobiście – Henryk I Angielski (1100-1135 n.e.) i Joanna d’Arc (1412-1431 n.e.) to dwaj przywódcy, którzy słynnie wywierali taki wpływ przy kilku okazjach.
Jeśli obrońcy pozostali nieugięci, pierwszym krokiem było przekazanie ostrzeżenia za pośrednictwem posłańców. W epoce rycerskości w okresie późnego średniowiecza (1000-1250 n.e.) niebiorącym udziału w walkach mieszkańcom wolno było uciec z miejsca zdarzenia, ale nie miało to miejsca na przykład podczas wypraw krzyżowych . Jeśli warunki kapitulacji zostały odrzucone, mogła to być okazja do zastosowania kilku taktyk terroru. Wyrzucenie kilku odciętych głów posłańców (nawet samego posłańca czasami) lub innych jeńców przez mury obrońcy za pomocą katapulty było powszechną taktyką i przypominało o konsekwencjach kontynuowania bitwy . Inną strategią było grożenie powieszeniem kogoś bliskiego właścicielowi zamku poza jego murami – tak jak to miało miejsce, gdy król Stefan zagroził powieszeniem Rogera le Poera, którego matka władała zamkiem Devizes w 1139 r. n.e.
Tarany
Bardziej aktywnym podejściem niż stałe okrążanie było próbowanie zniszczenia konkretnej części murów obronnych. Brama od dawna była słabym punktem, ale wraz z umacnianiem się murów, bramy stały się jedną z najsilniejszych części zamku lub miasta. Mimo wszystko drzwi były drzwiami i wielu atakujących kusiło się, aby spróbować użyć ognia lub tarana, aby je rozbić. Alternatywnie, część muru mogła zostać zaatakowana przez ubijaczy.
Tarany nie zmieniły się zbytnio od czasów starożytnych i były zazwyczaj wykonane z dużego kloca drewna z zaostrzoną metalową pokrywą na jednym końcu. Tarany mogły być po prostu przenoszone przez grupę mężczyzn lub umieszczane na kołach lub zawieszane na ramie, tak aby mogły się huśtać w kierunku celu z większą siłą. Ochronę przed pociskami zapewniało umieszczenie tarana w dachu z drewna i żelaza. Obrońcy mogli próbować przewrócić tarana, zwisając łańcuchami, linami i hakami. Tarany mogły być używane przeciwko ścianom, ale jeszcze skuteczniejsze były ogromne wiertła obracane za pomocą lin. Innym przydatnym urządzeniem była belka z hakiem na końcu, której można było użyć do podważenia podniesionego mostu zwodzonego.
Artyleria
Maszyny artyleryjskie były używane od czasów starożytnych, a wraz z rozprzestrzenianiem się wojny w okresie późnego średniowiecza powróciły na pierwszy plan podczas oblężeń, łącząc projekty ze starożytnego Rzymu i Grecji z nowymi pomysłami z Cesarstwa Bizantyjskiego i świata arabskiego. Jedną ze strategii ataku było uderzanie w mur ogromnymi głazami wystrzeliwanymi z katapult (lub mangoneli, które wykorzystywały skręcanie skręconych lin i były oparte na starożytnych projektach) i trebuszów (które wykorzystywały przeciwwagę i po raz pierwszy pojawiły się we Włoszech w XII wieku n.e.). Oba typy miały jedno ramię z przymocowanym procą lub pojemnikiem przypominającym wiadro, które mogło wystrzelić w kierunku wroga duży głaz ważący od 50 do 250 kilogramów. Płonące pociski pokryte smołą mogły podpalić drewniane budynki miasta lub te znajdujące się na terenie zamku. Niektóre pociski katapultowe były pojemnikami wykonanymi z drewna, terakoty lub szkła zawierającymi łatwopalną ciecz, taką jak tłuszcz zwierzęcy, które zostały zaprojektowane tak, aby rozbić je przy uderzeniu jak koktajle Mołotowa. Innym urządzeniem artyleryjskim była balista, bardzo duża kusza, która strzelała grubymi drewnianymi strzałami lub ciężkimi żelaznymi bełtami z dużą dokładnością. Nie była zbyt przydatna do przebijania się przez kamień, była częściej używana przez obrońców, ponieważ miała tę zaletę, że była bardziej kompaktowa niż katapulta, więc trzy mogły zmieścić się na jednym piętrze wieży.
Bardziej pomysłową bronią były latawce używane do wypuszczania ładunków zapalających nad murami, które następnie były zestrzeliwane. W XV wieku n.e. stosowano nawet gaz siarkowy, aby wypędzić obrońców z ich odwrotu – papież Aleksander VI został oskarżony o taką taktykę podczas oblężenia Ostii w 1498 r. n.e. Oczywiście obrońcy mieli własne wersje pocisków i mogli rzucać gorącymi węglami, pochodniami, wrzącą wodą lub rozgrzanym piaskiem na atakujących poniżej. Ponadto mogli chronić swoje konstrukcje przed ogniem, pokrywając je niepalnym materiałem, takim jak glina, kreda, torf lub ocet.
Najwcześniejszym przedstawieniem artylerii prochowej jest angielski rękopis z 1326 r. n.e., który przedstawia armatę na drewnianym stojaku gotową do wystrzelenia metalowego bełtu. Taka wczesna broń palna, czasami nazywana bombardami, była zazwyczaj bardziej zabójcza dla ludzi z niej strzelających, taki był brak wiedzy i umiejętności projektowych okresu średniowiecza w tym obszarze. Na przykład Jakub II Szkocki zginął od eksplozji armaty podczas oblężenia Roxburgh w 1460 r. n.e. Mała broń palna ważąca do 15 kilogramów była używana od XIV wieku n.e. i strzelała małymi kulami, bełtami lub ołowianymi śrutami. Mury zostały pogrubione i podwyższone w odpowiedzi na przybycie armat, a obrońcy mogli oczywiście mieć swoje własne, co spowodowało odpowiednie zmiany w oknach w wielu fortyfikacjach. Gdy w XV wieku n.e. zaczęto używać baterii ogromnych dział, strzelających kulami ważącymi ponad 100 kilogramów, czasy statycznej wojny oblężniczej praktycznie dobiegły końca.
Podkopywanie
Jeśli mury obronne wyglądały szczególnie grubo i imponująco, alternatywną strategią do rozwalania ich pociskami było atakowanie ich od dołu. Najprostszą metodą było wybieranie kamieni narzędziami, a saperzy chronili się drewnianymi tarczami, murami i krytymi korytarzami lub okopami. Podkopywanie było bardziej wyrafinowane i obejmowało drążenie tuneli pod fortyfikacjami, a następnie podpalanie ich, tak aby mury zawaliły się pod własnym ciężarem. Oczywiście nie było to możliwe, gdyby zamek został zbudowany na solidnym fundamencie skalnym. Niestety dla atakujących, obrońcy mogli pracować nad kontrminami, które przechwytywały miny wroga, a następnie mogli rozpalić ogień i odkurzyć oblegających i/lub celowo zawalić tunele. Znanym epizodem podkopywania był atak na zamek Rochester w Anglii w 1215 r. n.e., kiedy róg donżonu zawalił się po tym, jak górnicy podpalili swój tunel drewnem i tłuszczem wieprzowym.
Wieże oblężnicze
Całkowity atak na część muru w pewnym momencie wymagał użycia dobrych, staromodnych drabin wspinaczkowych i wież oblężniczych. Wroga można było zmiękczyć artylerią, ale walka wręcz – krwawa i chaotyczna – była niemal nieunikniona. Wieże oblężnicze pozwalały atakującym zbliżyć się do muru lub wieży i ewentualnie wspiąć się na nią lub przynajmniej ją uszkodzić. Zbudowane z drewna i montowane na miejscu, miały własne koła, dzięki czemu można je było ustawić przy murze za pomocą siły roboczej lub wołów. Te ogromne konstrukcje, często nazywane kotem lub niedźwiedziem, musiały mieć ogromny wpływ psychologiczny. Najpierw jednak część fosy zamku lub miasta musiała zostać wypełniona lub przerzucona przez nią – czasami za pomocą prefabrykowanych składanych mostów – a następnie wieża mogła zostać przetoczona na odległość dotyku murów. Udoskonalenia obejmowały wystającą niższą platformę, która chroniła saperów podczas kopania muru, zawieszony taran lub ramię kołyski i skrzynkę, które mogły opuścić kilku ludzi na mur. Oblegający musieli liczyć się z ostrzałem ze strony własnych łuczników, osłoniętych drewnianymi ekranami (pawisami) lub dużymi tarczami (mantletami) oraz katapultami, co miało odwracać uwagę obrońców.
Ponieważ wieże były wyższe od murów obrońców, łucznicy w wieży mogli strzelać w dół do murów, oczyszczając je z wrogów, zanim ci wdrapali się na most zwodzony wieży. Wieże podczas oblężenia Lizbony w 1147 r. n.e. miały na przykład ponad 24 metry (80 stóp) wysokości. Obrońcy próbowali wszystkiego, aby stawić opór wieżom, na przykład strzelając do nich ognistymi strzałami, ale wieża mogła być pokryta nasiąkniętymi wodą skórami zwierząt lub metalowymi płytami, aby oprzeć się takiej strategii. Inną metodą było wypełnienie rowów przed murem luźną ziemią, aby zawalił się, gdy zbliżała się wieża, a czasami obrońcy nawet budowali własną wieżę, aby lepiej atakować inną.
Pluteje – osłony oblężnicze

Osłony szturmowe (pluteje). „Sammelhandschrift zu Kriegskunst” (1400-1460).

Szwajcarska artyleria polowa w 2 połowie XV wieku. Miniatura (fragment) z „Diebold Schilling, Amtliche Berner Chronik, vol 2” (1478-1483).
Wszelkiego rodzaju osłony od strzał z łuku lub kuszy, gdzie przeciwnik ostrzeliwał się z murów zamkowych i baszt, był na wagę złota. Odpowiednio pochylone pluteje osłaniały kuszników, łuczników, a później także strzelców czarnoprochowych. Osłony wykonane z drewnianych desek mocowane niekiedy były na kołach, umożliwiało to swobodniejsze manewrowanie. Koła dawały także możliwość użycia grubszych desek, co zwiększało właściwości ochronne samej osłony . Za plutejami , odpowiednio modyfikowanymi, posiadającymi proste zawiasy umożliwiające podnoszenie drewnianych osłon, umiejscawiano także artylerię. Osłony podnoszono tylko na moment strzału, co umożliwiało podejście jak najbliżej murów i zwiększenie skuteczności strzału np. z bombardy.
Winea
Konstrukcja przypominająca nieco wyglądem czołg, lub formę szopy, to rodzaj machiny oblężniczej pełniącej rolę osłony przed łucznikami dla żołnierzy wybijających u podstawy murów obronnych otwory służące wdarciu się do obleganego miasta lub zasypujących fosy. Posiadała zazwyczaj koła lub rolki do przetaczania. Stosowana na dużą skalę już przez armię rzymską. Budowana z drewna lub wikliny, zabezpieczana przed podpaleniem pokryciem z niegarbowanych skór. Czasem służyła również broniącym twierdzy do niszczenia wież oblężniczych najeźdźcy. Zaletą takich machin była możliwość łączenia ich i tworzenia tym samym bezpiecznych korytarzy, które umożliwiały bliskie podejście do szturmowanego obiektu.
Matactwo
Chociaż ideał rycerskości był wysoko ceniony, w średniowiecznej wojnie oblężniczej jest wiele przypadków podstępu. Na przykład do dowódcy zamku mogły zostać wysłane sfałszowane listy, podające się za pochodzące od jego władcy i nakazujące mu poddanie się. Niewielka grupa ludzi mogła się przebrać i dostać do zamku. Czasami wybitny rycerz mógł wkręcić się do zamku lub miasta, które nie zdawało sobie sprawy, że w rzeczywistości zmienił stronę. Były nawet przypadki rażącego porzucenia procedur dyplomatycznych, jak zastrzelenie przywódcy, gdy omawiał warunki pokoju na blankach. Rycerskość była również porzucana, gdy walka się przeciągała, na przykład gdy Henryk V kazał wrzucić martwe zwierzęta do studni Rouen we Francji podczas oblężenia w latach 1418-19 n.e. Katapulty mogły wystrzeliwać nawóz i zwłoki w nadziei na rozprzestrzenienie chorób wśród wroga. Wreszcie, w obu obozach używano szpiegów, aby dowiedzieć się, gdzie znajdują się słabe punkty obrony lub kiedy dokładnie atakujący jedzą kolację, a więc są podatni na atak ze strony grupy rabunkowej.
Następstwa
Jeśli zamek lub miasto padły, powszechną praktyką było plądrowanie, grabież, palenie, gwałcenie i mordowanie. Akty łaski wobec obrońców, którzy nie poddali się, gdy mieli taką możliwość na początku postępowania, były wyjątkiem, a nie regułą. Oczekiwano jednak, że kościoły i członkowie zakonów pozostaną nietknięci. Co dziwne, żołnierze mogli być traktowani lepiej niż osoby cywilne, ponieważ uważano, że po prostu wykonywali swoją zawodową pracę. Nawet gdy dowódca chciał być pobłażliwy, jak Wilhelm Zdobywca po zdobyciu Dover w 1066 r. n.e., jego własni ludzie często ignorowali jego rozkazy w podnieceniu. Było to prawdopodobnie zrozumiałe, ponieważ jednym z głównych motywów walki był udział w łupach później, a nie wszyscy żołnierze byli gotowi czekać, aż ich dowódca weźmie swój udział jako pierwszy. Następnie niektóre rzezie były celowe, aby wysłać silny sygnał wrogowi podczas szerszej wojny, takiej jak masakra zarządzona przez Edwarda III po upadku Caen w 1346 r. n.e.
Podobnie było 12 listopada 1308 roku gdy do Gdańska wkroczyli rycerze Zakonu Krzyżackiego i dokonali rzezi mieszkańców miasta. Wobec ich mieczy wszyscy byli równi – zginęli rycerze, burmistrz, rajcowie, możni i ich rodziny, a także zwykli mieszkańcy. Miasto zdobyte 13 listopada przez Krzyżaków było zasłane trupami, zalane krwią i ogarnięte pożarami.
Naturalnie, jeśli zamek znajdował się w strategicznie ważnym miejscu, nowym właścicielom opłacało się go utrzymywać i bronić w celu obrony własnego państwa. Wiele z nich naprawiano i ponownie wykorzystywano, czasem nawet broniono przed kontratakiem, kiedy cały proces zaczynał się od nowa, tyle że role były odwrócone.
Na filmiku poniżej pokazano jak wyglądało oblezienie zamku z katapultami, orangerami i pierwszą bronią palną. Na filmiku widać pluteje, wieże oblężnicze. Intensywny ostrzał powodował duże uszkodzenia w murach obronnych, a dopełnieniem tego były jeszcze pożary.
https://www.worldhistory.org/article/1230/siege-warfare-in-medieval-europe









