Powstanie Styczniowe 1863, to najdłużej trwające powstanie w historii Polski. Walczono po partyzancku, przy dużej przewadze przeciwnika. Braki w wyszkoleniu i wyposażeniu broń palną, starano się niwelować przez tworzenie oddziałów kosynierów. Ale pomysły powstawały także inne, jak się okazało bardzo nietypowe.


Pierwszy dyktator powstania, gen. Ludwik Mierosławski miał dziwną manię, konstruował machiny wojenne i osobiste sakwy-tarcze kuloodporne. Wprawdzie Mierosławski po Wiośnie Ludów był nazywany „nowym Napoleonem” i „wielką nadzieją Polaków”, ale był to efekt raczej szczęśliwego zbiegu okoliczności niż jego osobistych zasług. Po tym, jak został dyktatorem Powstania Styczniowego, bardzo szybko okazało się, że ten intrygant polityczny i oderwany od rzeczywistości teoretyk wojskowy, ma niewielkie pojęcie o walce partyzanckiej. Miał tendencje do tworzenia dziwnych konstrukcji i „nowatorskich” sposobów walki. Najbardziej znanym jego wynalazkiem jest kosowóz zwany inaczej kośniarka. Tworząc swoisty „czołg” starał się stworzyć machinę napędzana ludzkimi mięśniami. Machiny te wyglądały jak wzięte prosto ze Średniowiecza gdzie powstawały równie ambitne projekty.
Niestety wysiłki dyktatora na nie przynosiły spodziewanych rezultatów. Po raz pierwszy Mierosławski użył kosowozów w bitwie 30 kwietnia 1848 roku pod Miłosławiem. Niestety, ich debiut ujawnił wszystkie wady wynalazku i pokazał jak bardzo są nieprzydatne, zwłaszcza w walce partyzanckiej. Jednak Mierosławski nie zamierzał rezygnować ze swej idee fixe i chciał wykorzystać kosowozy w walce z Rosjanami podczas powstania styczniowego. Dlatego sześć takich machin usiłował przemycić z Belgii do Polski. Rozmontowane i złożone w skrzyniach zostały opisane w dokumentacji przewozowej jako „Maszyny rolnicze”. Niestety, czujni celnicy pruscy nie dali się nabrać na ten podstęp i ładunek skonfiskowali.wiele się zdały.
Mimo tej straty, Ludwik Mierosławski nie zamierzał rezygnować ze swego wynalazku. Przez co, zamiast organizować szczupłe siły powstańcze, a przede wszystkim wysyłać na wszystkie strony patrole, by sprawdzić co poczynają Rosjanie, w zagajniku „zajęty [był] fabrykacją kosowozu własnego pomysłu, nie spodziewając się ataku Moskali”, jak zapisał Stanisław Zieliński w swych „Bitwach i potyczkach powstania styczniowego”(1913). Istnieje kilka różniących się między sobą opisów tych kosowozów, przekazanych przez uczestników wydarzeń. Bardzo lakoniczny jest opis wspomnianego wyżej Dąmbskiego. W liście do Guttrego pisał, iż budowany w Krzywosądzu wóz był zaopatrzony z boku w kosy, a z przodu i z tyłu w bagnety. W środku znajdować się miało miejsce dla 20 strzelców. Swój opis wozu przedstawił także rosyjski oficer, uczestnik potyczki pod Krzywosądzem. Relacja miała nawet znaleźć się w rosyjskiej prasie. Zgodnie z nią była to maszyna składająca się z kwadratowej drewnianej ramy, o długości dwóch sążni. Konstrukcja umieszczona była na dwóch kołach i zaopatrzona z przodu w dyszel. Po obu bokach miały gęsto sterczeć kosy. Najbardziej dokładny opis krzywosądzkiego wozu znaleźć można w pracy „Spiskowcy
i partyzanci”, który pozostawił Jan Łukasz Borkowski. Zgodnie z jego relacją wóz składał się z ramy długości około 6 łokci126 i szerokiej na 2 łokcie. Zbudowana była z drzewa o grubości 4 cali 127 i podzielona na kraty tworzące 16 przedziałów. Rama miała formę łodzi z obustronnym dziobem lub obustronnie spiczastego migdała. ustawiona była na dwukołowej osi zaadaptowanej z półtoracznego wozu. W obwodzie ramy planowano zabudować prostopadłe kołki, przytrzymujące do odpowiedniej wysokości materace, zza których 16 strzelców znajdujących się w wozie miało prowadzić ogień. Kośniarka najeżona była kilkudziesięcioma kosami, choć w innym miejscu Borkowski pisze, że tych kos miało być aż sto.
Łatwo zauważyć, że poszczególne opisy wozu bojowego pomysłu Mierosławskiego różnią się między sobą. Wynikało to prawdopodobnie nie tylko z „dojrzewania” konstrukcji, ale i prowizorycznego charakteru ich budowy. Różnice, czasem dosyć istotne, występowały przy rozmiarach wozu oraz kształcie ramy kośniarki. Także odmiennie przedstawiano osłony mające chronić strzelców przed ogniem nieprzyjaciela. Relacjonujący zgadzali się w kilku punktach. Wóz posadowiony był na dwóch kołach, a rolę broni defensywnej miały spełniać sterczące kosy, choć występują niezgodności, czy znajdowały się one tylko z boków wozu, czy także z przodu i tyłu. Charakterystyczną cechą konstrukcji miał być także podział wnętrza na przedziały dla strzelców, choć różnice występują przy liczbie członków załogi.
Najczęściej podawana liczba to 16 żołnierzy, w jednym przypadku – 20.
Jednak w bitwie, która odbyła się 19 lutego 1863 roku pod Krzywosądzem na Kujawach, Rosjanie uwinęli się szybko z oddziałem dyktatora, a sam Mierosławski, po jeszcze jednej klęsce, tym razem pod Nową Wsią, wrócił do Paryża z przydomkiem „Generał klęska”. Zwycięski dowódca rosyjski pułkownik Schilder-Schuldner ze zdumieniem i rozbawieniem oglądał „piekielną machinę”, którą jego dragoni znaleźli na pobojowisku. W pamiętniku uczestnika bitwy, Jana Łukasza Borkowskiego, zachował się opis tego kosowozu.
„Nieukończony wóz „składał się z ramy około 6 łokci długiej i 2 szerokiej, związanej z czterocalowego kwadratowego drzewa, podzielonej na kraty tak, że było 16 przedziałów. Rama ta miała formę łodzi z obustronnym dzióbem lub migdała spiczastego z obu stron, kiwała się na dwukołowej osi wozu półtoracznego, najeżona była kilkudziesięciu kosami jak stonóg nogami. Do wykończenia brakowało w obwodzie ramy prostopadłych kołów czy drążków, które miały przytrzymać materace do odpowiedniej wysokości, tak iż 16 strzelców wchodząc do tej ramy, zza materaców, niby za murem strzelać mieli, ciągnąc z sobą gdzie trzeba tę fortecę”.
Wóz opancerzony najeżony kosami przypominający wóz husycki z XV, nie maił już racji bytu przy rozwiniętej broni palnej. Powolny bez możliwości terenowych, napędzany mięśniami jego załogi, niedostatecznie opancerzony, nie miał praktycznych możliwości dać jakąkolwiek przewagę nad nieprzyjacielem.

Zdając sobie sprawę z braku możliwości zgromadzenia odpowiedniej ilości broni palnej Mierosławski wynalazł rynsztunek kosynierski, którego głównymi elementami były kosa, tarczo-tornister i czapka.
uzbrojeniem kosyniera miała być włócznia składająca się z miecza połączonego z krótkim sierpem (Rys.1, fig. 1), osadzanego na drzewcu. Tylec drzewca miał być okuty tępym ostrzem ułatwiającym wbijanie broni w ziemię. Mierosławski dopuszczał, w przypadku braku specjalnie przygotowanego żeleźca, osadzenie
na drzewcu ostrza zwykłej kosy lub jakiegokolwiek żelaznego grotu. Przy wyborze zwyczajnej kosy sugerował skrócenie jej grotu, co powinno również umożliwić wykonywanie pchnięć. Na czas marszu ostrze odłączane byłby od drzewca i noszony w pochwie przy pasie. Włócznia ta, w założeniach łatwa do wyprodukowania w warunkach powstańczych, miała być skuteczna zarówno w pchnięciu, jak i cięciu a jednocześnie jej użycie powinno być bezpieczne dla sąsiadów w szeregu. Generał proponował, aby włócznie kosynierów słabo wymusztrowanych w posługiwaniu się bronią pozbawić sierpów, pozostawiając jedynie same miecze.
Oprócz kosy, a właściwie włóczni, rynsztunek kosyniera składał się także z: pasa (Rys.1, fig. 2), dwóch skórzanych naramienników, bandoliera (Rys.1, fig. 3), płaskiego tornistra (Rys.1, fig. 4), rydla i czapki, w której kieszeń miało być wkładane ostrze wspomnianego szpadla. Sakwa, pełniąca również funkcję tarczy, podobnie jak włócznia, również łatwa do wykonania w warunkach powstańczych, uszyta była z grubego płótna. Mogła być noszona na kilka sposobów: na ramieniu na jednej szelce, na obu jak tornister, lub też zawieszana na biodrze na sposób myśliwski. Mierosławski przewidywał, że sakwa będzie wykorzystywana do kilku różnych zadań: typowego tornistra, tarczy chroniącej przed ogniem broni strzeleckiej, podłoża przy zaleganiu na ziemię, mającym chronić przed ogniem artyleryjskim, i płotu służącego jako przeszkoda przed atakiem kawalerii. Kształt, wymiary i waga sakwy podporządkowane miały być spełnianiu tych funkcji.
Ostatnim z głównych elementów rynsztunku kosynierskiego była czapka (Rys.1, Fig. 6). W jej kieszeni umieszczane było ostrze szpadla, przechylane w dowolną stronę. Zgodnie z założeniem Mierosławskiego metalowy wkład ustawiany miał być w kierunku skąd padałyby strzały, powodując rykoszetowanie pocisków i chroniąc tym samym głowę kosyniera.



Fotografia przedstawiająca żołnierzy belgijskich wyposażonych w ekwipunek pomysłu Mierosławskiego,
wykonana prawdopodobnie w 1863 lub 1864 r. (zbiory P. J. Blocha)
Czytając te pomysły ma się wrażenie, że to już na tamte czasy był anachronizm. Samo używanie kosynierów można uznać za akt desperacji. Jednak dodatkowo ich „opancerzając”, ograniczało się w istotny sposób ich mobilność. Stosując tego typu tarcze-sakwy, niwelowało się w niewielkim stopniu tylko efekt trafienia kulą. Jeżeli 200 lat wcześniej użycie przyszywki lnianej lub jedwabnej i pancerza przy mniejszym stopniu technicznej sprawności broni palnej było logiczne, to w połowie XIX wieku gdzie broń palna w postaci karabinów gwintowanych kapiszonowych o większym zasięgu i kul stożkowych typu minie, które miały większą prędkość początkowa, pokazywała archaiczność tej metody. Teoretycznie sakwa- tarcza miała chronić kosyniera przed bronią palna na 100 metrów, to jednak testy przeprowadzone przez armię francuską w 1871 roku, ostatecznie obaliły jej działanie. Niepraktyczność w zastosowaniu tak bojowym jak i praktycznym ostatecznie zamknęło ten rozdział w technice wojskowej. Podsumowując – nie użyto lub użyto w w niewielkiej ilość w Powstaniu Styczniowym tych nietypowych osłon. A z odwołaniem gen. Ludwik Mierosławskiego ostatecznie o tym zapomniano.
Zdjęcia i tekst pochodzą z publikacji
Tadeusz Grab (Lublin) – WOJSKO POWSTAŃCZE POMYSŁU LUDWIKA MIEROSŁAWSKIEGO
https://bibliotekanauki.pl/articles/482833.pdf&ved=2ahUKEwiVnrbD75iPAxWVnP0HHXHULB8Qh-wKegQIIhAD&usg=AOvVaw3sVpcaz65vD8K7qr2JwzAV
oraz strony