Poniższy wpis jest przedrukiem artykułu Artura Szulca z jego strony link
Kilka dni temu poseł Björn Söder (SD) zwrócił się do minister spraw zagranicznych Ann Linde z pytaniem dotyczącym możliwości przekazania Polsce szwedzkiej kopii Statutu Łaskiego, jako podziękowania za troskę Polski o bezpieczeństwo Szwecji.
Statuty Łaskiego to niezwykle cenny dokument, uchwalony przez króla Polski i sejm w Radomiu w 1505 roku i opublikowany w formie pisemnej w roku następnym. Statut ten, wydany w dwóch wersjach: pergaminowej (przeznaczonej dla najwyższych przedstawicieli królestwa) i papierowej (przeznaczonej dla sądów i rad kościelnych), zebrał w jednym dokumencie statuty, prawa miejskie i przywileje obowiązujące w Polsce. Do dziś zachowały się dwa egzemplarze, jeden w Warszawie, a drugi w Bibliotece Uniwersytetu w Uppsali (o ile dobrze pamiętam). Ten szwedzki egzemplarz był tylko jednym z wielu łupów wojennych, które Szwedzi zdobyli w Polsce podczas wyprawy Karola X Gustawa w latach 1655–1660.
Jak dotąd szwedzka życzliwość w tym obszarze była niezwykle ograniczona. Do Polski powróciło jedynie kilka obiektów kultury i historii, które wojska Karola X Gustawa ukradły z polskich bibliotek, archiwów, zamków i kościołów. Pod koniec lat 60. XX wieku Muzeum Narodowe w Warszawie otrzymało w depozyt tzw. Zwój Polski (powstały na początku XVII wieku). Zwój to 16-metrowy fryz przedstawiający wjazd króla Zygmunta do Krakowa w 1605 roku, przed jego ślubem z Konstancją Styryjską. Zwój został oficjalnie zwrócony Polsce w 1974 roku w związku z wizytą premiera Olafa Palmego w Warszawie.
Niezależnie od tego, jak minister spraw zagranicznych Linde zareaguje na pytanie Södera, warto pamiętać, że statuty Łaskiego to zaledwie kropla w morzu dóbr i dóbr, które wojska Karola X zrabowały Polsce podczas wojny 1655–1660. Ogrom tych grabieży trudno sobie wyobrazić współczesnemu Szwedowi.
Oprócz bezgranicznych grabieży, polskie wsie i miasta dotknięte zostały nieopisaną dewastacją, którą nawet współcześni uznali za niezwykle brutalną. „To straszne, co robią Kozacy i nasi ludzie i jak niszczą wszystko, co żyje w Polsce” – napisał w liście do ojca pułkownik i książę Jan Jerzy II z Anhalt-Dessau, który wstąpił do szwedzkiej służby w 1655 roku.
Każda polska posiadłość, zamek, kościół, klasztor, biblioteka i archiwum, które wpadły w ręce wojsk Karola X, zostały splądrowane, zdewastowane lub spalone. Kradziono nie tylko dzieła sztuki, ale wszystko, co uważano za coś wartościowego lub co było całkowicie bezwartościowe. Żądza grabieży ogarnęła wszystkich, nawet króla, który nie wydawał się szczególnie wybredny. Według Pierre’a Des Noyesa, sekretarza królowej Marii Ludwiki (żony polskiego króla Jana II Kazimierza), król szwedzki zabrał „…stare spódnice, które należały do pokojówek królowej i wysłał je do Szwecji” . Tyle o królewskiej godności i splendorze.
Z zamku w Warszawie, który od 1611 roku był rezydencją króla polskiego, Szwedzi wywieźli także meble, tkaniny, sztućce, obrazy; zamontowano kamienne parapety, marmurowe schody, sztukaterie i tapety. Elementy marmurowe dekoracyjne zrabowane z zamku i z Villa Regia – dzisiejszego Pałacu Kazimierzowskiego znaleziono po 350 latach w nurcie Wisły gdzie zatonęły w drodze do portu w Gdańsku. Spośród pięciu ton wydobytych marmurów najcięższy waży 720 kg. Niektóre elementy pochodzą z kamieniołomu, z którego czerpano materiał na Kolumnę Zygmunta.
W Krakowie, w krypcie Wawelu, nawet grobowce królewskie otwierano w poszukiwaniu złota i innych kosztowności. Zniszczonych sarkofagów nie porządkowano, lecz pozostawiono otwarte. Wyglądało to tak, jakby Szwedzi, zagraniczni najemnicy i sprzymierzeni z nimi żołnierze wpadli w szał. Wóz za wozem, barka za barką z całym zrabowanym towarem płynęły do Szwecji.
Wszystko, co splądrowali Szwedzi, trafiało do zamków w Szwecji, takich jak zamek Gripsholm, Skokloster czy w Sztokholmie itd. Duże ilości polskich zbiorów książek i dokumentów trafiały do Biblioteki Królewskiej w Sztokholmie lub w Uppsali. Inne rarytasy trafiały do prywatnych kolekcji szwedzkich elit władzy.
To właśnie zbiory książek i dokumentów miały zostać zwrócone Polsce zgodnie z traktatem pokojowym w Oliwie z 1660 roku, ale Szwedzi nie byli szczególnie chętni do wywiązania się z tego porozumienia. W XVIII i XIX wieku polskim posłom udało się odzyskać jedynie ułamek wszystkich rękopisów, książek i dokumentów kościelnych, które trafiły w ręce szwedzkie.
Czy Szwecja powinna zwrócić swój egzemplarz Statutów Łaskiego lub inne skarby kultury i historii zabrane Polsce podczas kampanii 1655–1660? Nie mam w tej sprawie jednoznacznego zdania. W pewnym sensie, być może, to szczęście, że tak wiele z nich trafiło do Szwecji i uniknęło niemieckich i sowieckich spustoszeń w XX wieku. W szwedzkim posiadaniu zachowały się dla przyszłych pokoleń różne cenne kolekcje dzieł sztuki, rękopisów i inne dobra. Po nieco ponad 360 latach, być może obiekty te należy uznać za część szwedzkiego dziedzictwa kulturowego…
Należy jednak zachować pewną pokorę. Bez łupów wojennych z Polski kilka szwedzkich kolekcji, w tym Livrustkammaren, byłoby nieco uboższych.
