Ostatnio przypomniałem sobie film „Ciało i krew”, opowiada o renesansowych Włoszech i walka między miastami państwami. Często dowodzili tymi wojskami doświadczeni żołnierze zwani kondotierami.

Kim byli włoscy kondotierzy?

Na początek warto pokrótce opisać sytuację we Włoszech w późnym średniowieczu i na początku renesansu, aby przedstawić kontekst historyczny, który pozwoli lepiej zrozumieć ewolucję systemu kondotierów.

Ograniczenia terytorialne, polityczne i ekonomiczne, niezgoda kulturowa i nieodparta skłonność do kłótliwości charakteryzują mozaikę państw tworzących geograficzny wyraz ówczesnych Włoch.

Istnieje sześć głównych państw regionalnych, z których każde powoduje niepokoje i częste konflikty na sąsiednich terytoriach. Są to, w kolejności:

  • Królestwo Neapolu , rządzone najpierw przez Andegawenów, a później przez dynastię Aragońską;
  • Państwo Kościelne , w którym każdy papież realizuje swoją własną ogólną wizję polityczną;
  • Republika i panowanie Medyceuszy we Florencji ;
  • Księstwo Mediolanu , rządzone najpierw przez Viscontich, a następnie przez Sforzów;
  • Hrabstwo, a później Księstwo Sabaudii ;
  • Republika Wenecka .
Rola geografii i klasy społecznej w życiu włoskich kondotierów

Wokół nich krążą inne, mniejsze państwa, teoretycznie niezależne i suwerenne; w rzeczywistości zmuszone do dostosowania swojej pozycji politycznej do stanowiska któregoś z potężnych sąsiadów, aby chronić interesy terytorialne i przetrwać chciwość sąsiednich państw. Należą do nich gmina lub lenno Bolonia, doga Genui, lenno Ferrary, Mantui, Forlì, Rimini, Urbino, Perugii (często kierowanej przez kondotiera), republiki Sieny i Lukki oraz markizaty Saluzzo i Montferrat.

Wreszcie istnieją inne jednostki terytorialne (składające się z gmin i mniejszych władztw), które również cieszą się pewną autonomią i którym niekiedy, choć nie jest to łatwe, udaje się przez pewien czas odgrywać kluczową rolę w ograniczonym zakresie ich wpływów.

W kronikach miejskich odnotowano niekończące się ciągi gwałtownych walk świeckich, ukryte napięcia między różnymi frakcjami, które zawsze groziły wybuchem, spory prawne i związane z nimi zalegalizowane represje, najazdy na tereny wiejskie w celu zniszczenia plonów i plantacji, a także nieustanne potyczki, zasadzki, a rzadziej bitwy na otwartym polu.

Bohaterowie tych najazdów to przedstawiciele wszystkich grup społecznych. Co więcej, osoby sprawujące władzę w tym okresie historycznym zawsze koncentrują się na krótkoterminowych działaniach, zmieniając swoje decyzje bez ostrzeżenia i bez powodu.

Do tej skomplikowanej i burzliwej panoramy należy dodać zbrojne interwencje kompanii najemników, poszukujących łupów, a także naciski zewnętrzne ze strony królów, cesarzy i lokalnych feudałów, nie wspominając o nagłych wybuchach nieokiełznanego gniewu tłumu.

Obraz, jaki wyłania się z rekonstrukcji historii wojskowości w tych okresach, to seria wojen i kampanii, w które zaangażowani byli różni wrogowie i sojusznicy, a także ciągłe zmiany sojuszy. Co więcej, dynastie Sabaudii, Gonzagów, Viscontich, Este i Malatestów zawsze wiązały swoje losy z zasadą oportunizmu polityczno-wojskowego (co często materializuje się we wnioskach o kondottę).

O ich hrabiach, markizach i książętach szeptano – choć z pewną przesadą – że nie zakończyli wojny z tym samym sojusznikiem, z którym ją rozpoczęli; a jeśli tak się stało, to dlatego, że dwukrotnie zmienili stronę.

Tab. 1 LICZBA KONFLIKTÓW DOTYCZĄCYCH GŁÓWNYCH PAŃSTW WŁOSKICH

Rok/Stan 1330 – 1400 1401 – 1500 1501 – 1530 Całkowity
Państwo papieskie 163 167 72 402
Florencja 127 76 28 231
Mediolan 131 139 12 282
Neapol 87 96 183
Sabaudia 53 44 7 104
Wenecja 46 92 17 155
system kondotierów

Tabela stanowi próbę ilościowego określenia liczby konfliktów dotyczących wyłącznie państw regionalnych. Z jej analizy jasno wynika, że ma ona charakter malejący, czemu towarzyszy stale rosnące zaangażowanie terytorialne i wzrost rozlewu krwi. Wojny XIV wieku mają głównie charakter lokalny lub regionalny; liczba ofiar (z pewnymi wyjątkami, takimi jak bitwa pod Montecatini i bitwa pod Monteveglio) wydaje się mniejsza, również dlatego, że ówczesne źródła odnotowują jedynie zgony wśród rycerzy i szlachty, nie rozpamiętując śmiertelności wśród piechurów i awanturników, reprezentowanych przez heterogeniczne milicje, mniej lub bardziej uzbrojone, ale zawsze gotowe do udziału w łupach.

W XV wieku konflikty zaczynają zanikać i nabierają charakteru międzyregionalnego; liczba ofiar śmiertelnych na polu bitwy rośnie dzięki innowacjom wniesionym przez technologię wojskową (użycie prochu strzelniczego w jego różnorodnych zastosowaniach), nie zawsze równoważonym przez udoskonalenia systemów obronnych. Na początku XVI wieku liczba wojen spada jeszcze bardziej, a horyzont przestrzenny staje się niemal narodowy, a nie lokalny. Wojna wraz z rozwojem i wpływem broni palnej powoduje, że liczba ofiar śmiertelnych na polu bitwy gwałtownie rośnie.

Motywacje polityczne i kulturowe się przeplatają, utrudniając ich odróżnienie. Pewne jest jednak, że towarzyszy temu klimat podejrzliwości, zdrady i przemocy: dążenie do władzy i bogactwa wymaga ciągłego monitorowania i tłumienia manewrów i kontrposunięć przeciwników.

Tab. 2 PAŃSTWA REGIONALNE: LICZBA LAT BEZ ŻADNEGO RODZAJU KONFLIKTU

Rok/Stan 1330 – 1400 1401 – 1500 1501 – 1530 Całkowity
Państwo papieskie 2 2 4
Florencja 2 19 3 24
Mediolan 1 6 4 11
Neapol 2 10 12
Sabaudia 6 37 18 61
Wenecja 8 2 6 16

Z analizy tabeli 2 wynika, że bardzo niewiele lat upływa bez jakichkolwiek walk: w ciągu dwóch stuleci wśród państw regionalnych odnotowano zaledwie cztery lata pokoju w Państwie Kościelnym, przy czym najwięcej, bo aż sześćdziesiąt jeden lat, przypadło na Hrabstwo/Księstwo Sabaudii (państwo najbardziej zdecentralizowane w porównaniu z innymi, w przypadku którego prawdopodobnie niedoceniliśmy możliwości wojny z udziałem dynastii Sabaudczyków na terenach kontrolowanych we Francji i Szwajcarii) i dwadzieścia cztery lata we Florencji.

Wenecja cieszy się pokojem zaledwie od szesnastu lat: w tym przypadku uzasadnieniem jest imperialna polityka, prowadzona w wielu potencjalnie konfliktogennych rejonach Morza Adriatyckiego i Morza Egejskiego, takich jak Dalmacja, Czarnogóra, Albania, Grecja z wyspą, Cypr, wybrzeża Anatolii i Morze Czarne.

Wspólnoty, republiki i stany są rządzone przez ambitnych ludzi, często przebiegłych i wyrachowanych; zapał i konsekwencja, z jaką angażują się w walkę, świadczą o mentalności opartej na gwałtowności popędów i żarze namiętności. Kroniki pełne są łez, gniewu i żądzy zemsty.

W tym klimacie uciekanie się do spisku i broni nie jest postrzegane jako ostateczność, lecz raczej jako skorzystanie z przysługującego prawa, logiczne, a nawet pożądane rozwiązanie każdego sporu. Co więcej, „rynkowi” nie brakuje narzędzi do samoobrony.

W średniowieczu i renesansie, mówiąc o wojnie, nie sposób pominąć pojęcia najemników, czyli zawodowych żołnierzy, których zachowanie, zgodnie z definicją Yvesa Garlana, „nie jest wcale podyktowane… przynależnością do wspólnoty politycznej, lecz raczej chęcią zysku”. Z drugiej strony, w historii wojskowości istnieje niezliczona ilość przykładów zagadnień organizacyjnych i zarządczych, które zdają się wykazywać niezwykłe pokrewieństwo, jeśli nie całkowitą zbieżność, z tematami, które uważamy za wyjątkowe i charakterystyczne dla współczesnego zarządzania. Skłonność człowieka średniowiecza do podporządkowywania się protektorowi ma również swoje uzasadnienie ekonomiczne: rycerz, aby prowadzić ewentualnie wędrowne życie (co oznacza konieczność utrzymania siebie, giermka, konia i zastępczego), musi liczyć się z bardzo wysokimi wydatkami: o wiele łatwiej i bardziej opłacalnie jest znaleźć kogoś, kto go zatrudni i będzie w stanie zapewnić mu pensję z pewną regularnością.

Dla bardziej niespokojnych duchów, dla młodszych synów pozbawionych dziedzicznych dóbr, dla nieślubnych dzieci drobnej szlachty, zupełnie naturalne jest porównywanie powolnych i mozolnych zysków z rolnictwa czy warsztatu, ich skromnych i niepewnych dochodów, do wysokiego żołdu i możliwości zdobycia łupów oferowanych przez liczne, trwające konflikty. Hordy „bandytów”, wyrzutków wyrzuconych z jakiejś społeczności z różnych powodów, awanturników pragnących wykonywać zawód zalegalizowanego rabunku pod bardziej zaszczytnymi nazwami wojny i podboju, pragną znaleźć w zawodzie zbrojnym możliwość ostatecznego rozwiązania.

Jeszcze przed XIV wiekiem na półwyspie można było spotkać małe kompanie najemne ante litteram: stały się one podstawowym elementem włoskiej armii dopiero około 1320-1330 roku, kiedy nastąpiły zmiany w rekrutacji najemników. W tym okresie, w istocie, od rekrutacji pojedynczych żołnierzy (lub grup liczących po kilkudziesięciu ludzi) do angażowania całych kompanii.

Nowy system idealnie wpisuje się w organizację państw klienckich, które w ten sposób czują się zwolnione z konieczności radzenia sobie z problemami związanymi z istnieniem w ich obrębie stałych milicji: łatwiej jest zwerbować „przedsiębiorcę” gwarantującego określone usługi niż setki pojedynczych żołnierzy.

Ponadto, z punktu widzenia wojskowego, rozsądne wydaje się zatrudnianie mężczyzn, którzy są już przyzwyczajeni do wspólnej walki przez krótkie okresy, nie będąc przywiązanymi do określonego miejsca.

Z czasem „kompanie wojskowe” stają się złożonymi i dobrze zorganizowanymi strukturami z ich usługami logistycznymi i administracyjnymi; największe z nich są po prostu połączeniem mniejszych grup żołnierzy.

Najważniejsze decyzje zapadają za obopólną zgodą dowódcy (wybieranego przez kompanów) i pozostałych pomniejszych dowódców z nim sprzymierzonych (kaprali, dowódców drużyn); łupy dzielone są między członków kompanii w ustalonych z góry proporcjach, uwzględniając zarówno rolę pełnioną w kompanii, jak i rodzaj świadczonej służby (żołnierz, piechur, saccomanno). Głównym celem tych kompani wojskowych w tym okresie jest eksploatacja i grabież ludności. Dlatego też ocena kompanii najemników, przynajmniej tych, które istniały między 1365 a 1380 rokiem, jest nieuchronnie zbliżona do oceny wyrażonej przez Amedeusza Sabaudzkiego i przytoczonej przez Cognassa.

Z kilkoma wyjątkami hrabia Verde potępia fakt, że w towarzystwie Anchino di Baumgartena znajdują się jedynie „trouans”, czyli obdarci ludzie. Osąd ten dotyczy wszystkich najemników, których bez wątpienia określa się mianem „toutz guarzons, tous ribaus”, czyli ludzi nic nie znaczących.

Potępienie ma nieskazitelny posmak snobizmu społecznego, a nie moralnego, ponieważ kompanie jednoczą wyrzutków z drobnej szlachty z osobami z niższych warstw społecznych. Rozwiązłość społeczna pozostaje, choć z łatwo zrozumiałymi ograniczeniami, jedną z osobliwości świata zawodowych żołnierzy. W kompaniach żołnierskich, sztywne podziały kastowe, dalekie od zaniku w innych miejscach,tu wręcz przeciwnie – zanikają i usprawiedliwiają awans ludzi skazanych na odrzucenie społeczne.

Po Wojnie Ośmiu Świętych – (1375–1378) – zbrojny konflikt sił papieża Grzegorza XI z koalicją włoskich miast-państw pod przewodnictwem Republiki Florenckiej. Następuje istotna zmiana w strukturach najemników, kompanie żołnierskie tracą swoje tymczasowe cechy stowarzyszeniowe, by stać się półstałymi organizacjami wojskowymi, zależnymi od wartości i geniuszu wojskowego dowódcy – kondotiera, który w pewien sposób je uosabia ( John Hawkwood i Alberico da Barbiano są uosobieniem nowego trendu).

„W tamtych czasach” – pisze Sismondi – „ci, którzy uprawiali zawód żołnierza, zawsze byli w stanie wojny: gdy tylko książę zwolnił ich za zawarcie pokoju, inny zatrudniał ich, aby rozpocząć nowe wojny”. „Żołnierze, jak pisze P. Villari, słuchali najwyższej woli wodza, nie będąc związani z nim żadną lojalnością ani osobistym poddaniem, gotowi porzucić go dla sławniejszego kapitana lub wyższego żołdu”. Wojna stała się dziełem umysłu kierującego, armia została zjednoczona imieniem i wartością kapitana, bitwa była jak jego wojskowe dzieło (…) pod wieloma względami jego los i charakter przypominały losy i charakter włoskiego tyrana.

Stojąc na czele skomplikowanej i trudnej administracji, musiał codziennie myśleć o pozyskiwaniu nowych żołnierzy, aby wypełnić luki, których nie tworzyło w jego szeregach żelazo wroga, a jedynie ciągłe dezercje, i codziennie zdobywać pieniądze na żołd dla swoich ludzi w czasie pokoju i wojny. Utrzymywał stałe kontakty z państwami włoskimi, szukając kontraktów, zdobywając pieniądze groźbami lub obietnicami i słuchając tych, którzy, oferując większe kwoty, chcieli go odciągnąć od wroga.

W tym kontekście postać kondotiera może jedynie zyskać na znaczeniu, stając się ekonomicznym i egzystencjalnym paradygmatem dla swoich towarzyszy; często jest on również reformatorem sztuki wojennej i wprawnym linoskoczkiem w ówczesnej polityce. Ten typ kondotiera, gdy jest wynajęty, daleki jest od całkowitej zależności od władzy politycznej, również ze względu na krótkość umów o pracę. W razie pojmania, oprócz utraty majątku, musi zadbać o zapłatę okupu, co obciąża przede wszystkim jego majątek osobisty lub majątek członków jego rodziny (jeśli pochodzi z rodu szlacheckiego).

Alternatywą, w przypadku gdy nie jest w stanie udźwignąć takiego ciężaru, jest skorzystanie z żołdu wroga. Kondotier odnajduje zatem zasadę i cel swoich działań we własnym interesie: w tych ramach wszystko, co służy osiągnięciu jego celów, jest uznawane za uzasadnione i niemal zawsze tolerowane przez pracodawców.

Mimo to przeprowadza on dość zręczną akcję militarną, nawet jeśli wydaje się ona oscylować i być wstrząsana nagłymi niepowodzeniami. To te ostatnie są często otwarte na interpretację, ponieważ nie zawsze są konsekwencją subiektywnych impulsów lub niespełnionych osobistych ambicji, ale mogą wynikać z sytuacji losowych, takich jak wygaśnięcie umowy bez jej szybkiego odnowienia przez klienta lub znaczne opóźnienie w zapłacie za usługi.

Mogą istnieć również inne przyczyny o charakterze ściśle politycznym, takie jak te wywołane częstymi zmianami w klasie rządzącej, gdzie nowi członkowie rządu państwa nie zamierzają już respektować zobowiązań podjętych przez poprzedników. Duch humanizmu prowadzi do ponownego odkrycia wartości jednostki.

Znaczenie i siła najemników utożsamiane są z wartością i geniuszem osoby, która nią dowodzi i w pewien sposób ją uosabia. De la Sizeranne w swojej biografii Federica da Montefeltro wielokrotnie podkreśla aspekt autonomii, zbliżając kompanie najemną do współczesnej koncepcji biznesu, rozumianego jako działalność gospodarcza ukierunkowana na świadczenie wyspecjalizowanych usług.

Kondotier był… przedsiębiorcą wojskowym, albo, jeśli wolisz, kimś, kto dowodził wojskami w służbie państwa, republiki, królestwa lub papiestwa, i zawierał umowę na określony czas dla siebie i swoich ludzi. Nie otrzymywał wynagrodzenia za konkretne usługi, wygrane bitwy czy zdobyte miasta… lecz corocznie lub comiesięcznie, w zależności od liczby ludzi, koni, maszyn i broni, którą utrzymywał. Jego wojska, choć sam je zaciągał… i był za nie odpowiedzialny, nie stanowiły jego osobistej siły. Jedynym spoiwem, które ich łączyło, był żołd… poza małą grupą przyjaciół, krewnych, dżentelmenów ze swojej szkoły lub weteranów, którzy podążali za jego losem, jedyną siłą, jaką reprezentował, była w nim samym: odwaga, doświadczenie, wiedza techniczna, prestiż jego nazwiska i sukcesy odniesione tak, jak to się zdarza architektowi, przedsiębiorcy, inżynierowi”, któremu powierzono zadanie pod klucz.

Z punktu widzenia rosnącej profesjonalizacji żołnierzy, stwierdzenie to jest niewątpliwie wiarygodne. Wśród włoskich kondotierów (Muzio Attendolo Sforza i Braccio di Montone) po raz pierwszy od czasów starożytnych rozwija się prawdziwa sztuka wojenna: kwestie wojenne są rozpatrywane na nowo według kryteriów, które można nazwać naukowymi, uwzględniając ducha, aspiracje i potrzeby dowodzonych milicji.

Problemy te rozwiązuje się poprzez doskonalenie sztuki manewru, co pozwala na większe oszczędności i umożliwia toczenie bitew małymi oddziałami ciężkiej kawalerii, ekonomicznie rozproszonymi i z silnymi rezerwami, przeznaczonymi do interwencji tylko w decydujących momentach.

To, co zostało dotychczas ujawnione, nie powinno prowadzić do przekonania, że nakładanie się postaci kondotiera na postać współczesnego menedżera jest całkowicie zgodne z prawem. O ile można dostrzec podobieństwa kulturowe w podejściu organizacyjnym i uczeniu się, należy pamiętać, że kapitan fortuny jest dzieckiem swojej epoki i uczestniczy w specyficznym klimacie, który kształtuje człowieka późnego średniowiecza i wczesnego renesansu.

Żołnierz zawodowy to hybryda, która, choć pod względem bystrości i kompetencji technicznych przywodzi na myśl współczesny wizerunek eksperta branżowego, to jednak przesiąknięta jest typowo średniowiecznymi impulsami: z natury jest postacią nieregularną, porównywalną do postaci wyłaniających się z kart Villona, bliską wyrzutkowi Alainowi le Gentilowi opisanemu przez Marcela Schwoba w jego Żywotach wyimaginowanych. W duchu religijnym, przesiąkniętym gestami i symbolami liturgicznymi, a także w niektórych wierzeniach, takich jak astrologia, odnajdujemy motywacje, które nie mają nic wspólnego z operacyjną obojętnością biznesmena XIX i XX wieku.

Inne, bardziej instynktowne potrzeby często przedkładane są nad racjonalne interesy zysku: kłótliwość, skrupulatny honor, okrutna zemsta, powołanie do niespokojnego, wędrownego życia, nomadyzm, który dzielą zresztą inne kategorie, takie jak kupcy, pielgrzymi, błazny i duchowni. Zawodowi wojownicy są zimni i wyrachowani, oceniając ryzyko na podstawie tego, co mają w sakiewce; są jednak gotowi na nagłe, impulsywne działania, ujawniając, jak bardzo niektóre wartości wywodzące się ze świata rycerskiego są wciąż żywe: herby, piękno koni, sztandary z osobistymi dewizami, różnorodność emblematów heraldycznych, skomplikowane rytuały, turnieje, częste pojedynki, ostentacyjny przepych w ceremoniach religijnych i świeckich – wszystko to świadczy o tym, że praktyka wojenna dąży do posiadania wyraźnie indywidualnego charakteru, nawet jeśli często przeczą temu fakty. Na koniec jeszcze jedna obserwacja, zaczerpnięta z dzieła Alexandra Halla „The Wicked Renaissance”: „Bezwzględni, przebiegli i pozbawieni skrupułów, kondotierzy przemierzali półwysep, konno, oblegając i plądrując, zawsze z naganą pomieszaną z szacunkiem i strachem. Rosnąc w prestiżu i wpływach, zaczęli odgrywać ważną rolę w historii sztuki, najpierw jako obiekty podziwu i pamięci społeczeństwa, a następnie jako pełnoprawni mecenasi pisarzy, malarzy, rzeźbiarzy i architektów”.

Podsumowując, kapitan fortuny (już w tej definicji dostrzegamy nieco pikarejski niuans) rodzi się z połączenia przeciwstawnych biegunów: resztek ideału rycerskiego i potężnej siły napędowej awansu ekonomicznego i społecznego, która każe Eustachiowi di Ribeaumont powiedzieć: „Jestem biedakiem, który pragnie awansu”. Zasady pedagogiczne skierowane do aspirujących wojowników XVI wieku, o których Gauthiez wspomina w biografii Giovanniego dalle Bande Nere (ten ostatni, nieprzypadkowo, później przeobraził się w popularnego bohatera faszystowskiego, również ze względu na pewien osobliwy styl życia), są zatem bardzo znamienne.

W rozpatrywanym okresie podjęto również próbę określenia liczby kondotierów działających we Włoszech: według ówczesnych źródeł w 1439 roku działało 170 kompanii najemników. W szczególności odnotowano istnienie 129 kondotierów (z 64 650 jeźdźcami pod dowództwem), których liczebność przedstawiała się następująco: Państwo Kościelne – 10 z 4200 jeźdźcami; Wenecja – 24 z 16 100 jeźdźcami; Księstwo Mediolanu – 53 z 19 750 jeźdźcami Siena – 3 z 1000 jeźdźcami; Florencja – 4 z 3000 jeźdźcami; Królestwo Neapolu (Alfons Aragoński) – 28 z 17 800 końmi; pretendent do tronu Królestwa Neapolu (René Andegawenii) – 7 z 2800 końmi. Wreszcie 41 kompanii to kompanie będące na żołdzie Księstwa Sabaudii, markizatu Saluzzo, markizatu Montferratu, Lukki, Genui i Perugii.

Wraz z postępem XV wieku nastąpiła kolejna zauważalna modyfikacja koncepcji kondotiera, ściśle związana z afirmacją humanistycznych aspiracji. „Zwycięstwa polegają na cnocie przywódcy i nielicznych wybranych, a nie na mnogości” – tak ujął to Bartolomeo d’Alviano w liście wysłanym do Senatu Weneckiego w 1508 roku po zwycięskim dniu pod Tai di Cadore.

Wyrażają one jego koncepcję, w doskonałej spójności z ideałami renesansu, kondotiera jako człowieka wybitnego, zdolnego zapewnić wszystko i porwać tłum żołnierzy swoją charyzmą. Dla niego, jak dla wielu innych dowódców, bitwa to impuls, ciąg aktów osobistej odwagi, odważne dążenie do honoru; honor oznacza również podniesienie losów bitwy poprzez śmiały wyczyn, prowadzenie przykładem i słowem mniej przygotowanych żołnierzy do zwycięstwa, zapobieganie ucieczce tchórzliwych i zniechęconych.

Zawsze biorąc pod uwagę kryterium profesjonalizmu, de la Sizeranne rozróżnia dobrego i złego kondotiera, gdzie ten drugi to ten, który nie dotrzymuje zobowiązań, przywłaszcza sobie pieniądze żołnierzy, nie rozdzielając ich, utrzymuje tylko dwustu jeźdźców, gdy jego kontrakt przewiduje sześciuset, gryzie rękę, która mu płaci: taki jest Sigismondo Pandolfo Malatesta .

Wizerunek kondotiera. zdj. domena publiczna

Dobry kondotier to taki, który dotrzymuje obietnic, wypełnia wszystkie klauzule kontraktu wiążącego go z klientem, odmawia obiadu z przeciwnikiem, bije go czasami, plądruje tylko miasta strony przeciwnej, zaczyna mordować tych, których chronił poprzedniego dnia, dopiero wtedy, gdy kontrakt wygasł i upłynął odpowiedni czas przewidziany przez przedawnione zachowanie.

Tak jest w przypadku hrabiego i księcia Urbino. Samo potwierdzenie humanistycznych ideałów prowadzi ostatecznie do ostatecznej mutacji koncepcji kapitana fortuny. Kondotier staje się teraz człowiekiem kulturalnym: kulturalnym, oczywiście, w wyspecjalizowanej kulturze, która zakłada praktyczną naukę mistrza (szkoła Vittorina da Feltre w Mantui) i która obejmuje różne pojęcia sztuki wojennej, takie jak medycyna traumatyczna, sztuka oblężnicza, matematyka, architektura wojskowa stosowana zarówno do ataku, jak i obrony danego miejsca, wynalezienie i produkcja nowej broni (adaptacja armat z faz oblężenia do otwartej bitwy, wynalezienie fajerwerków, bomb z pierwszej ręki), a także informacje o prawnych i feudalnych zwyczajach świata świeckiego i kościelnego.

Wielu jest nadal niewykształconych i analfabetów, ale kondotier Federico da Montefeltro zna poezję i patrystykę, zakłada biblioteki jak Domenico Malatesta ; Pandolfo Malatesta , pan Bergamo, mówi trzema językami i pisze dobrą łaciną.

Wśród włoskich kondotierów działających między końcem XIV a XV wiekiem, byli poeci wysokiej, dobrej i przeciętnej jakości, tacy jak Bruzio Visconti , Ludovico Gabriotto Cantelli , pierwszy Astorre Manfredi , Antonio da Montefeltro , Andrea Malatesta i Malatesta Malatesta (ten ostatni nieprzypadkowo nazywany „dei Sonetti”); Costanzo Sforza również ma pewną sławę jako poeta, a inni, tacy jak Sigismondo Pandolfo Malatesta , Bartolomeo Colleoni , Federico da Montefeltro , Bartolomeo d’Alviano , czy różni kapitanowie rodzin Gonzaga i Este, pielęgnowali przyjaźnie z humanistami, filozofami, malarzami i architektami.

System kondotierów osiągnął swój szczyt, ale już pod koniec XV wieku i na początku XVI wieku przeżywa gwałtowny kryzys. Ustanowienie przez Wenecjan, a częściowo przez mieszkańców Mediolanu (wraz z Sforzami), pierwszych stałych armii, pojawienie się na arenie narodowej sąsiednich królestw Francji i Hiszpanii, wzmocnienie imperium, ewolucja broni palnej, która pomaga zrównać silnych i słabych, ciężkozbrojnego rycerza i piechura, zadaje ostateczny cios temu światu. Wojna nabiera nowych wymiarów, które zawsze przewidują obecność pojedynczych najemników, ale nie kompanii z własną autonomią.

Wojny Włoskie z początków XVI wieku. fot. polityka.pl